Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

WEEKEND Z JULIĄ OPAWSKĄ I PATEM PARELLIM

O Julii Opawskiej, jednej z dwóch Polek mających uprawnienia instruktorskie Szkoły Pata Parelliego, pisaliśmy kilka miesięcy temu w artykule „Rżałam po przebudzeniu” (http://hejnakon.pl/?p=9964).

JULIA OPAWSKA i Niko ustalają szczegóły pokazu; foto: FAPA-PRESS

O Julii Opawskiej, jednej z dwóch Polek mających uprawnienia instruktorskie Szkoły Pata Parelliego, pisaliśmy kilka miesięcy temu w artykule „Rżałam po przebudzeniu” (http://hejnakon.pl/?p=9964). Dziś piszemy o warsztatach Parelli Natural Horsemanship, które w długi majowy weekend Julia prowadziła dla początkujących i zaawansowanych jeźdźców w podwarszawskim ośrodku Anka Rancho.   

To nieprawda, że jeździec, który opanował parelliowskie metody pracy z koniem, ma dosiadać wierzchowca odzianego wyłącznie w sznurkowy kantar bez wędzidła.   Może wkładać mu do pyska nawet najostrzejsze kiełzna, tyle że nie musi ich stosować do sterowania zwierzęciem, bo potrafi dogadywać się z nim językiem mowy ciała. Językiem niełatwym, co nie znaczy niemożliwym do opanowania, zwłaszcza w podstawowej formie. Pat Parelli wyróżnia aż dziesięć stopni wtajemniczenia; cztery z nich stanowią bazę, bez opanowania której niemożliwe jest przejście na wyższe poziomy wiedzy. Opanowanie I-ego stopnia zajmuje około trzydziestu godzin, II-go – kilkanaście tygodni, III-go – kilkanaście miesięcy, IV – kilka lat. Sam Parelli nie sądzi, by kiedykolwiek udało mu się zaliczyć najwyższy. Nawet jeśli to z jego strony kokieteria, to dla większości z nas zaliczenie tylko czterech poziomów jest już nie lada wyzwaniem.

 

 

JULIA

OPAWSKA obrazowo tłumaczy,

jak wykonać zadane ćwiczenia.

 

   foto: FAPA-PRESS

 

 

 

Parelli na potrzeby dogadywania się z końmi stworzył tzw. metodę siedmiu gier: w zaprzyjaźnianie, w jeża, zabawa w prowadzenie, w yo-yo, okrążanie, chody boczne, przeciskanie. Osiągnięcie stanu, w którym zaczynamy z koniem „wygrywać”, a więc skutecznie się z nim porozumiewać,  zwiększa nasze bezpieczeństwo. Koń to przecież wielkie zwierzę, krzywdę może wyrządzić nawet niechcący. Wyedukowany m.in. metodami parreliowskimi przestaje np. naruszać naszą przestrzeń. Trywializując: ani nas nie stratuje, ani nie ugryzie, ani nie nadepnie. Ale bezpieczeństwo to jedno. Nabyta wiedza w zakresie stosowania tzw. metod naturalnych pozwala otrzymać od konia to wszystko, co koń potrafi, a czego my nie stosując owych metod, nie umiemy wyegzekwować.
Oto fotograficzna relacja z warsztatowych pokazów Julii Opawskiej i jej zajęć ze słuchaczami:
/jp/

 

Beczkę można przeskoczyć, ale można też turlać; foto: FAPA-PRESS.

Niko udowadnia, że zmieści się nawet na małym podeście; foto: FAPA-PRESS

NIKO, przestaw zad!; foto: FAPA-PRESS

MARTA STACHOWICZ prosi Kalifornię o zgięcie szyi poprzez użycie wodzy kontroli; foto: FAPA-PRESS.

Grotesko, ustąp zadem!; foto: FAPA-PRESS

Jak prawidłowo zawiązać węzeł na sznurkowym kantarze; foto: FAPA-PRESS

Symulacje pozwalają odczuć na własnej skórze pomoce jakich używamy do kierowania koniem; foto: FAPA-PRESS.

MAŁGORZATA GURDZIEL po raz pierwszy próbuje swoich sił w „Parellim” z 23-letnią Groteską – wiek konia nie ma znaczenia. Nim poprosi klacz o cofanie się, sprawdza, czy ta akceptuje dotyk jej ręki; foto: FAPA-PRESS.

Najmłodsze pokolenie „horsemanów” też pilnie pracuje nad językiem ciała; foto: FAPA-PRESS

Julia prezentuje pozycję siły  zapewniającą koniowi natychmiastową wygodę w momencie, gdy wykona nasze polecenie; foto: FAPA-PRESS

Carrot sticka używamy jako przełużenia naszej ręki; foto: FAPA-PRESS

 

 

A na do widzenia pobawimy się w berka; foto: FAPA-PRESS

    Print       Email

Dodaj komentarz

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.