Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

STAJNIA ROTMISTRZA PILECKIEGO

Witold Pilecki (1901- 1948), rotmistrz kawalerii Wojska Polskiego, żołnierz Armii Krajowej, organizator ruchu oporu w KL Auschwitz, obozu koncentracyjnego, do którego trafił z własnej woli.

Rtm Witold Pilecki na zawodach; foto ze zbiorów Andrzeja Pileckiego

Rtm. WITOLD PILECKI na zawodach o Mistrzostwo Armii, Baranowicze 1933; foto ze zbiorów rodzinnych.

Witold Pilecki (1901- 1948), rotmistrz kawalerii Wojska Polskiego, żołnierz Armii Krajowej, organizator ruchu oporu w KL Auschwitz, obozu koncentracyjnego, do którego trafił z własnej woli. Autor pierwszych raportów o Holokauście. To dzięki niemu świat usłyszał o masowej eksterminacji Żydów. Skazany na śmierć przez peerelowski sąd, zamordowany strzałem w tył głowy. Zrehabilitowany w 1990 roku.

WITOLD PILECKI; foto ze zbiorów rodzinnych

WITOLD PILECKI; foto ze zbiorów rodzinnych

Do dziś niewiadomo, co komunistyczni oprawcy zrobili z jego ciałem. W 2006 roku pośmiertnie odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Orderem Orła Białego, siedem lat później awansowany do stopnia pułkownika.

Jest 26 sierpnia 1939. W majątku Sukurcze w powiecie lidzkim, woj. nowogródzkie zjawia się posłaniec 19 Dywizji Piechoty i wręcza dziedzicowi, rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu rozkaz o powszechnej mobilizacji. Ten w jednej chwili siodła karą Bajkę i rusza galopem do pobliskiej wsi Krupa. Tam z majorem Mieczysławem Gawrylkiewiczem organizują nabór do kawalerii. Wśród zgłaszających się są m.in. członkowie Konnego Przysposobienia Wojskowego „Krakusy”* , jednostki paramilitarnej, którą w 1932 roku Witold Pilecki stworzył na tamtejszym terenie.

Maria i Witold Pilecki z synem Andrzejem. Foto ze zbiorów rodzinnnych.

MARIA i WITOLD PILECCY z synem ANDRZEJEM. Foto ze zbiorów rodzinnych.

Kilka dni później, 29 sierpnia, siedemdziesięciu, może osiemdziesięciu kawalerzystów wyrusza, jak się wkrótce ma okazać, na wojnę – wspomina Andrzej Pilecki, syn rotmistrza. – Żegnając się z rodzinami i mieszkańcami powiatu, ułani defilują główną ulicą Krupy. Przejeżdżają przed szkołą, przed którą stoi spory tłumek ludzi, w tym uczniów i nauczycieli. Ja też tam byłem z mamą i siostrą Zosią. I choć miałem zaledwie siedem lat, dzień ten pamiętam nader dokładnie. Ułani jechali w czwórkowym szyku, a prowadził ich nasz tata. Gdy szwadron oddalił się spory kawałek, ojciec zawrócił i galopem do nas podjechał. Zeskoczył z siodła, jeszcze raz czule pożegnał się z mamą, wziął na ręce najpierw Zosię, potem mnie i ucałował na do widzenia. Był jednak przekonany, że wojna, jeśli wybuchnie, potrwa kilka tygodni i wkrótce znowu się zobaczymy.

Bajka z p. Rogowską, nauczycielką, koleżanką Marii Pileckiej. Foto ze zbiorów rodzinnych.

Bajka z p. Rogowską, nauczycielką, koleżanką MARII PILECKIEJ; foto ze zbiorów rodzinnych.

Wybuchła, a szwadron ułanów lidzkich został rozbity pod Wolborzem przez niemiecką jednostkę pancerną już z 4 na 5 września. To wtedy zginęła Bajka, ukochana klacz rotmistrza.

– To była arabka, tata kupił ją w 1928 roku w Janowie Podlaskim, ale nim ją przywiózł do Sukurcz, posłał na nauki do szkoły wojskowej. Zawsze ciągnęło go do munduru, zwłaszcza do kawalerii, choć przecież nie był zawodowym żołnierzem. Bywał nim, gdy wybuchały wojny. Jako ułan walczył na przykład w 1920 roku odnosząc zresztą spektakularny sukces. W okolicach Ejszyszek wraz z dwoma konnymi rozbroił osiemdziesięciu bolszewików! Może to właśnie wtedy zapragnął, by w przyszłości mieć tak znakomicie wyszkolonego konia, jak ten, którego wówczas dosiadał. Marzenie spełniło się, Bajka umiała dużo więcej niż inne wierzchowce, imponowała odwagą i szybkością. Sprawdzała się w hipicznych zawodach wojskowych, m.in. o mistrzostwo armii.

Klacz stanowiła dla Witolda Pileckiego podstawowy środek transportu. Objeżdżał na niej rankami gospodarstwo sprawdzając stan upraw. Często zabierał ze sobą syna Andrzeja sadzając go przed sobą w siodle.

ANDRZEJ PILECKI; foto: FAPA-PRESS/ P. Dzięciołowski

ANDRZEJ PILECKI; foto: FAPA-PRESS/ P. Dzięciołowski

– Ojciec brał mnie na te przejażdżki nie tylko dla towarzystwa. Liczył, że przejmę po nim pałeczkę, będę uprawiał ziemię. Chciał, bym od najmłodszych lat chłonął rolniczą wiedzę. Z jego planów nic nie wyszło. Zostałem inżynierem nie mającym nic wspólnego z rolą. Ale nasze wypady na Bajce nie ograniczały się li tylko do kontroli gospodarstwa. Pławiliśmy też razem konie. Kiedyś wjechaliśmy do rzeki i w miejscu, gdzie było stosunkowo płytko, ojciec niespodziewanie zrzucił mnie z konia. Wpadłem do wody, a on krzyknął: – teraz płyń! Tata preferował twarde metody, ja ich nie pochwalam, zwłaszcza że bardzo się wtedy wystraszyłem. Nie wszystkie też jego pomysły wychowawcze akceptowała moja mama, Maria Pilecka. Była nauczycielką w Krupie, doskonale wiedziała, jak z dziećmi postępować. Nic więc dziwnego, że zezłościła się na tatę, gdy polecił mi, bym sam pojechał po nią bryczką do szkoły. Tata uważał, że to dla sześciolatka znakomite zadanie edukacyjne. Nim wsiadłem na kozła, zrobił mi zresztą wykład. – Pamiętaj – mówił – jedź ostrożnie, tylko stępem, nie używaj bata, a jeśli zdarzy się, że po drodze zawadzisz osią inny pojazd, uprzejmie przeproś. Tak przygotowany chwyciłem lejce i, jak tata przykazał, ruszyłem wolnym tempem przed siebie. Kiedy zjechałem z góry, pomyślałem, że ojciec już mnie nie widzi, więc mogę jechać znacznie szybciej. Świsnąłem batem, koń przyspieszył, a ja się cieszyłem, że szybko też potrafię. Szczęśliwie nic się nie stało poza tym, że jak mnie mama zobaczyła, to się zdenerwowała, a jak wróciliśmy do domu, to zdenerwował się tata. Kiedy bowiem odjechałem w kierunku szkoły, on wszedł na drzewo i jak na dłoni widział, czy przestrzegam jego zaleceń. Nie przestrzegałem, dostałem burę.

Na zawodach hipicznych; W środku Witold Pilecki, obok na kolanach znajomego oficera ojca, Andrzej Pilecki; foto ze zbiorów rodzinnych.

Na zawodach hipicznych; W środku WITOLD PILECKI, obok, na kolanach znajomego oficera, ANDRZEJ PILECKI; foto ze zbiorów rodzinnych.

Do bryczki Witold Pilecki nie zaprzęgał nigdy Bajki. Tej używał tylko pod wierzch, ale że w gospodarstwie było zawsze przynajmniej dziesięć koni, miał wybór.

Witold Pilecki pisał wiersze, zachował się jego poemat "Sukurcze", malował obrazy, rysował. Powyżej jego Krakus na koniu.

Witold Pilecki pisał wiersze; zachował się jego poemat „Sukurcze”, malował też obrazy, rysował. Powyżej „Krakus na koniu”.

– Stajnia wraz z chlewnią, oborą, cielętnikiem znajdowała się w Sukurczach na drugim dziedzińcu. Stał w niej m.in. Emir do prac w polu. Był też Kasztan, Gniada, Figlarz, który, gdy się go głaskało po chrapach, wydawał przedziwne dźwięki. Ojciec trzymał też ogiera Krakowiaka, ale ten skończył tragicznie: zimą rozszarpały go wilki. Miał też Loncię, klacz zarodową. To prawdopodobnie jej źrebaka – płci nie pomnę – przygotowywał dla mnie pod siodło lonżując go na maneżu. Nie pamiętam też, czy ojciec wkładał mu już siodło, ale chyba nie zdążył. Wybuch wojny przekreślił w każdym razie wszystkie plany dotyczące mojego jeździectwa. Po wyjeździe z Sukurcz nie miałem okazji obcować z końmi.

– Podobno jeden ze znanych historyków stwierdził, że w tym względzie zawiódł pan ojca, bo rotmistrz liczył, że i dla pana koń będzie „postacią” pierwszoplanową.

– Stwierdził, stwierdził. Nie będę mówił, co o nim myślę, tylko przytoczę, co mu powiedziałem: słyszałem, że w Warszawie niektórzy hodują w łazience świniaki, ja może i hodowałbym konia, ale w żaden sposób nie chce mi się zmieścić w mieszkaniu.

W mieszkaniu Andrzeja Pileckiego wisi jedyna replika szabli rotmistrza Witolda Pileckiego. Na jednej stronie wygrawerowany jest napis: Za sprawę mojej ojczyzny w potrzebie, krwi własnej ani życia nie szczędzić. Witold Pilecki. Na drugiej: Honor i Ojczyzna. Foto: FAPA-PRESS

W mieszkaniu Andrzeja Pileckiego wisi pierwsza replika szabli rotmistrza Witolda Pileckiego autorstwa MARCINA SOBUCKIEGO z Fabryki Białej Broni. Na jednej stronie wygrawerowany jest napis: Za sprawę mojej ojczyzny w potrzebie, krwi własnej ani życia nie szczędzić. Witold Pilecki. Na drugiej: Honor i Ojczyzna. Foto: FAPA-PRESS

Banalnym jest komentarz, że gdyby nie wojna, losy rodziny Pileckich potoczyłyby się inaczej, a konie w Sukurczach odgrywałyby prawdopodobnie nadal ważną rolę, choć z racji postępu cywilizacyjnego na pewno inną, niż wówczas. Niebanalnym za to jest fakt, iż Sukurcze zostały zrównane z ziemią. Nie tylko po dworku nie ma już śladu, także po zabudowaniach gospodarskich, w tym po stajni. To co pamięta i mógł nam o niej opowiedzieć Andrzej Pilecki dotyczy bardzo krótkiego okresu. Miał zaledwie siedem lat, gdy nastał rok 1939 i z całą rodziną musiał opuścić majątek. Nie poznamy więc nigdy dziesiątek jeździeckich przygód Witolda Pileckiego, jego opowieści o koniach, których dosiadał. Wiemy, że je miłował, tak zresztą jak inne zwierzęta. Kochał psy, w domu było ich kilka. Nie lubił polowań…

Piotr Dzięciołowski

* KRAKUSY: znakomicie wyszkoleni wojskowo i jeździecko, wygrywający rok w rok z zawodowymi ułanami „Zawody o Buńczuk”. Na długo przed wybuchem wojny zostali wyróżnieni przez władze wojskowe podporządkowaniem ich dowództwu 19 Dywizji Piechoty.

PILECKI okładka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PS O Witoldzie Pileckim, jego wojennych i powojennych losach, o majątku w Sukurczach, rodzinie rotmistrza, o Bajce oraz o realizacji filmu „Pilecki” w książce Mirosława Krzyszkowskiego i Bogdana Wasztyla „Pilecki. Śladami Mojego Taty”. Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2015.

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.