Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

KLESZCZE ATAKUJĄ CAŁY ROK

– Zakażone babeszją kleszcze są niebezpieczne nie tylko dla psów, także dla koni. Te na szczęście chorują stosunkowo rzadko – wyjaśnia KAROLINA TOMCZYK, lekarz weterynarii, specjalistka chorób koni z lecznicy w Nieskórzu na Mazowszu. – Nie znaczy to jednak, że…

 

Foto: FAPA-PRESS

Foto: FAPA-PRESS

– Zakażone babeszją kleszcze są niebezpieczne nie tylko dla psów, także dla koni. Te na szczęście chorują stosunkowo rzadko – wyjaśnia KAROLINA TOMCZYK, lekarz weterynarii, specjalistka chorób koni z lecznicy w Nieskórzu na Mazowszu. – Nie znaczy to jednak, że zjawisko w kontekście koni można bagatelizować, zwłaszcza że kleszcze atakują okrągły rok, choć zimą i latem z mniejszą intensywnością.

             – Jeśli w ciele konia znajdziemy kleszcza, jak najszybciej go usuńmy. Niestety po wyglądzie pasożyta nie poznamy, czy jest zakażony babeszją, czy nie, ale w razie ewentualnych dolegliwości konia, będziemy przynajmniej brać pod uwagę, że ich przyczyną może być ów kleszcz – mówi dr Tomczyk. –  Naszymi podejrzeniami koniecznie podzielmy z lekarzem.

– Rozpoznanie babeszjozy nie jest proste. To że koń np. posmutnieje, jest apatyczny, ma objawy żółtaczki, wysoką gorączką, ciemnobrązową barwą moczu… nie wskazuje bowiem jednoznacznie na konkretną jednostkę chorobową. Przyczyn może być wiele. Na pewno jakąś wskazówką jest, gdy po podaniu leku na obniżenie temperatury, ta co prawda spada, ale koń w dalszym ciągu czuje się źle. Wówczas koniecznie trzeba wykonać badanie rozmazu krwi w kierunku babeszjozy. Najprostszą metodą laboratoryjną zidentyfikujemy jednak tylko babeszje obecne we krwi przez czternaście dni od momentu zakażenia. Jeśli minęło więcej, stwierdzenie choroby jest możliwe po wykonaniu bardziej skomplikowanych badań. „Przegapienie” dwutygodniowego okresu wynika najczęściej z faktu, że kleszcza na koniu nie widzieliśmy. Nie wiążemy go więc ze złym samopoczuciem wierzchowca.     

Foto: FAPA-PRESS

Foto: FAPA-PRESS

– Babeszjoza u koni występuje w Polsce od mniej więcej piętnastu lat, ale bardzo rzadko. Z jednej strony to dobrze, z drugiej nie nabywamy doświadczenia w jej diagnozowaniu. Często odbywa się to metodami prób i błędów. Wiemy na pewno, że nie każdy koń zarażony babeszjozą, zapada na tę chorobę. Może być tylko jej nosicielem. Zdarza się też, że chory koń, zaczyna zdrowieć bez interwencji lekarza. Niestety w większości przypadków niezbędna jest pomoc farmakologiczna. Poza antybiotykami aplikuje się choremu koniowi końską dawkę imizolu.

 

PRZECIWDZIAŁANIE

            – Tak jak ochraniamy przed kleszczami psy, tak możemy i powinniśmy ochraniać konie. Proponuję stosować preparaty z permetryną dla bydła. Tanie i skuteczne. Koszt jednego „oprysku” konia na trzy, cztery tygodnie wynosi około dwudziestu złotych. Zalecam jednak zawsze konsultację z lekarzem. Ten najlepiej podpowie, który z preparatów wybrać i jak go dawkować.

                                                                       ***

Foto: FAPA-PRESS

Foto: FAPA-PRESS

Karolina Tomczyk: absolwentka Wydziału Medycyny Weterynaryjnej SGGW w Warszawie w 2009 roku. Specjalistka chorób koni. Praktykowała  m.in. w Szpitalu Koni Służewiec – tam też odbywała roczny staż po studiach, Szpitalu Koni w Janowie Podlaskim, Szpitalu Koni Equivet w Gliwicach oraz Dakota Large Animal Clinic w USA. W 2011 roku odbyła staż w Belgii u doktora Frederika Mijtena zajmującego się rozrodem koni i inseminacją klaczy. (www.leczeniekoni.com)

    Print       Email

Dodaj komentarz

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.