Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

AŻEBY BYŁO BEZPIECZNIE (18)

Jerzy Rubersz: z wykształcenia historyk, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego, z zamiłowania koniarz, nauczyciel jazdy konnej w Technikum Hodowli Koni w Wolborzu, kaskader. W dzisiejszym odcinku podpowiada, jak zachowywać się w obecności konia, by on nie czuł się z naszej strony zagrożony, a my żebyśmy w jego towarzystwie czuli się bezpieczni.

Zrozumiałe, że kontakt z koniem, którego do tej pory nie znaliśmy, wymaga od nas, ostrożności. Z czasem jednak, gdy relacje z wierzchowcem stają się bliższe, bywa, że popadamy w rutynę. Ta niestety atakuje i początkujących, i starych wyjadaczy.

 

Jerzy Rubersz; foto: FAPA-PRESS

Jerzy Rubersz; foto: FAPA-PRESS

Jerzy Rubersz: z wykształcenia historyk, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego, z zamiłowania koniarz, nauczyciel jazdy konnej w Technikum Hodowli Koni w Wolborzu, kaskader. W dzisiejszym odcinku podpowiada, jak zachowywać się w obecności konia, by on nie czuł się z naszej strony zagrożony, a my żebyśmy w jego towarzystwie czuli się bezpieczni. 

Zrozumiałe, że kontakt z koniem, którego do tej pory nie znaliśmy, wymaga od nas, ostrożności. Z czasem jednak, gdy relacje z wierzchowcem stają się bliższe, bywa, że popadamy w rutynę. Ta niestety atakuje i początkujących, i starych wyjadaczy.

– Niestety. Mnie, doświadczonego koniarza też zgubiła i dobrze, że konsekwencje nie okazały się groźne. Podczas kręcenia filmu Ogniem i mieczem, jeździłem na znakomitym ogierze Mefiście. Ilekroć wchodziłem do niego do boksu, mówiłem: cześć Mefisto i kładłem mu rękę na zadzie. Tamtego dnia, także, jak zwykle, położyłem mu rękę, ale nie odezwałem się słowem. On tymczasem spał i wystraszony zareagował. Na szczęście nie kopnął, trudno mi to precyzyjnie opisać, ale tak zawinął nogą, że przeleciałem kilka metrów w powietrzu i wylądowałem gdzieś w stajennym korytarzu. Tą lekcją dzielę się, ilekroć przychodzi mi mówić o bezpieczeństwie w towarzystwie koni. 

Nie prowokuj

– Wielu jeźdźców nie zdaje sobie sprawy, jak swoją postawą, spojrzeniem, sposobem poruszania się, stresują konia – to zresztą często wina instruktorów i trenerów, którzy nie przekazują uczniom elementarnej wiedzy. Zwracają uwagę na piękny dosiad, a to nie wszystko. Trzeba też wiedzieć m.in. jak się do konia zbliżać. Mówię cały czas  o pierwszych kontaktach z nieznanym nam wierzchowcem. Nigdy nie maszerujemy energicznie w jego kierunku, staramy się rozluźnić, opuścić ramiona. Idziemy nawet zygzakiem, by nie odczytał w naszym zachowaniu jakiejkolwiek próby ataku. Nie patrzymy też mu w oczy, najlepiej w ziemię, ewentualnie na nogi albo kłodę. Nie podnosimy rąk, nie machamy nimi, nie krzyczymy.

foto: FAPA-PRESS

Jeśli konia nie znamy, lepiej ażeby podczas zabiegów pielęgnacyjnych, w pierwszej fazie naszej znajomości, był uwiązany; foto: FAPA-PRESS

Nie daj się zdominować

– Koń cwaną „bestią” jest i sprawdza, zwłaszcza na początku znajomości, na ile może sobie pozwolić w relacji z człowiekiem. Próbuje a to napierać ciałem, a to ocierać się głową, a to ni stąd, ni zowąd nadepnąć, udając przy tym, że robi to niechcący. Musimy natychmiast reagować. Nie ma żartów: koń jest wielkim zwierzęciem i jeśli mu się zdecydowanie nie przeciwstawimy, prędzej czy później może wyrządzić nam krzywdę. W żadnym wypadku nie próbujmy się z nim siłować, bo jest silniejszy. Stosujmy za to bodźce, które wprowadzą go w stan dyskomfortu np. ukłujemy go w bok kciukiem albo energicznie odepchnijmy. Nie pchajmy tylko odepchnijmy! Wprowadzimy go w ten sposób w stan dyskomfortu, czego wyjątkowo nie lubi. Ale, co może wielu czytelników zaskoczyć, nie lubi też dominować. Lepiej czuje się w stadzie, w którym ktoś inny podejmuje decyzje. Chętnie więc nam się podporządkuje – tworzymy z nim stadko –  pod warunkiem, że zobaczy w nas przewodnika. Każde z nim spotkanie musi być jednak podparte naszą dominacją. Zwierzę ma wiedzieć, że to my jesteśmy guru, panujemy nad jego głową i nogami, a więc końskimi atutami. Pamiętajmy też, że konie nie lubią niekonsekwencji. Jeśli raz im na coś pozwolimy, a drugi w takiej samej sytuacji zakażemy, przestanie – delikatnie rzecz ujmując – traktować nas serio i zacznie ignorować wszelkie polecenia. A naprawić jest znacznie trudniej, niż zepsuć.

Pamiętaj o strefach bezpiecznych i… niebezpiecznych

– Wykonując m.in. zabiegi pielęgnacyjne przy koniu, z którym dopiero zaczynamy współpracować, proponuję w początkowym okresie, trzymać go zawsze uwiązanego. Będziemy czuć się pewniej, a koń, jeśli popełnimy jakiś błąd, będzie miał mniejsze możliwości odreagowania. W każdym razie powinniśmy orientować się w tzw. strefach bezpiecznych i niebezpiecznych. Te pierwsze biegną od głowy konia do jego łopatki. Im dalej w kierunku zadu, tym niebezpieczniej. Nogi konia, zwłaszcza tylne, to piekielnie silna broń. Ale nie możemy z tego powodu nie czyścić zwierzakowi brzucha, ogona, kopyt… Potrzebna więc rozwaga, delikatność, spokój. Nie radzę np. podchodzić znienacka od tyłu i łapać konia za nogę. O ile bowiem konie mają bardzo szerokie pole widzenia, to tego, co dzieje się bezpośrednio za ich zadem, nie widzą.

_DSC7595

Im bliżej, tym bezpieczniej; foto: FAPA-PRESS

Po pierwsze więc sygnalizujmy naszą obecność za jego „plecami”, po drugie przemieszczajmy się za końskim zadem w jak najmniejszej odległości od jego ciała. Jeżeli bowiem coś mu strzeli do głowy i będzie próbował kopnąć, wówczas siła uderzenia będzie minimalna. To nieprawda, że im dalej tym bezpieczniej. Konie potrafią strzelić kopytami nawet na odległość dwu, trzech metrów (zależy od wzrostu konia). Skutki mogą więc dla jeźdźca okazać się fatalne.

Wiedzy o zasadach bezpieczeństwa nigdy dość. Będziemy do tematu wracać. Miejmy jednak świadomość, że tylko praktyka czyni mistrza. Nie da się przewidzieć wszystkich sytuacji, nie da się wypisać recepty na wszystkie zachowania. Dlatego więc bądźmy przede wszystkim ostrożni, a reszta przyjdzie z czasem.

    Print       Email

Dodaj komentarz

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.