Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

INSTRUKTORZY JEŹDZIECTWA (1)

Agata Uzdowska: instruktorka jeździectwa z trzyletnim stażem, pracuje w Stajni „Pasja” w Skuszewie nad Bugiem; uprawia jeździectwo rekreacyjne…

 

AGATA UZDOWSKA; foto: FAPA-PRESS

AGATA UZDOWSKA; foto: FAPA-PRESS

Agata Uzdowska: instruktorka jeździectwa z trzyletnim stażem, pracuje w Stajni „Pasja” w Skuszewie nad Bugiem; uprawia jeździectwo rekreacyjne, nigdy nie ciągnęło jej do rywalizacji na parkurach czy czworobokach; studiuje zootechnikę w warszawskiej SSGW.  

Czy chciałaby mieć własnego konia? Pewnie, że tak. Kto by nie chciał?

– Chcieć a móc to jednak dwie różne rzeczy. W tygodniu całe dnie spędzam na uczelni, w weekendy prowadzę lekcje w stajni. Co by ten mój koń miał robić beze mnie przez pięć dni, bo nie chciałabym, ażeby jeździł na nim ktoś obcy albo żeby biedak stał bezczynnie, tęsknił i się nudził.  Argumenty na „nie” są więc na razie silniejsze. Najpierw muszę skończyć studia, potem – niewykluczone – do tematu wrócę.

Ale gdyby kiedykolwiek decydowała się na własnego konia, to zapewne na takiego na miarę Zeusa.

– Ależ to był koń! Niestety był. Jeździłam na nim w „Konikowie” w Brańszczyku.  Perfekcjonista! Nikt mnie nie nauczył tyle, co on. Wystarczyło, że zrobiłam coś nie tak, a Zeus swoim zachowaniem natychmiast korygował moje najdrobniejsze błędy. Gdy np. źle siedziałam w galopie, to… galopował bokiem. Miałam chwile zwątpienia, ale dałam radę.  

Sporo nauczyła się też na kursie instruktorskim w Gałkowie, w Stadninie Koni Wandy i Krzysztofa Ferensteinów. Zdobyła tam jedno ponadplanowe doświadczenie, zaliczając przedziwny upadek.

– Jak się jeździ, nawet bardzo dobrze, zawsze można spaść i nie odkrywam tu niczego nowego. Ale wtedy przekonałam się, że można lądować na ziemi także w sytuacji, gdy błędu nie popełni ani człowiek, ani koń. To ekstremalny sport. Galopowaliśmy niezbyt szybko lasem w grupie jeźdźców i nagle się wywróciliśmy. Świadkowie zamarli, zwłaszcza że znalazłam się pod koniem i nikt jeszcze wtedy nie wiedział, jakich obrażeń doznałam. Na szczęście żadnych. Ani ja, ani zwierzak. To oczywiście najważniejsze, ale tego typu przypadki uczą pokory. Dlatego wszystkim moim uczniom każę jeździć w toczkach. Nigdy do końca nie wiadomo, co się może wydarzyć.

Wyprawa w teren; foto: FAPA-PRESS

Wyprawa w teren; foto: FAPA-PRESS

Agata bardzo lubi uczyć – choć jak mówi – praca to nie lekka, odpowiedzialna, mecząca i psychicznie, i fizycznie.

– Na razie sprawia mi to ogromną przyjemność, ale też jest taka prawda, że lekcji mam aż tyle, że brakuje mi chwili dla siebie. Mama się śmieje, że powinnam wziąć trochę wolnego, bo rodzina zapomniała, jak wyglądam. Ale ja nie mam kiedy tego wolnego wziąć.

Chętnie opowiada o swojej pracy i stosunku do koni. O sportowym uprawianiu jeździectwa nigdy nie myślała. Nie ma potrzeby rywalizacji, ma potrzebę bycia z końmi. Lubi wyzwania. Po dziś dzień wspomina, jak pomagała przy ujeżdżaniu konia i to klaczy czystej krwi arabskiej.

Cierpliwość, czujność, oczy dookoła głowy, by nie popełnić jakiegoś błędu. A
przeżycie niesamowite. Przy okazji zdobywanie doświadczenia pozwalającego w ogóle lepiej rozumieć konie, także te już „zrobione”.

Foto: FAPA-PRESS

Foto: FAPA-PRESS

Agata Uzdowska jest z końmi  kilkanaście lat. Zaczęła swoją przygodę jako kilkunastoletnia dziewczynka na obozie jeździeckim w Stajni „Pasja”. Po „Konikowie” i innych ośrodkach, które po drodze zdążyła odwiedzić, wróciła na stare śmieci. Tym razem nie  w roli jeźdźca a nauczyciela. Życzymy jej powodzenia i wytrwałości. (j.popr.)

 

 

 

 

    Print       Email

Dodaj komentarz

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.