Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

KOŃSKIM GRZBIETEM RZĄDZI PIENIĄDZ (21)

JERZY RUBERSZ: Dla koni rekreacyjnych poniedziałki są zazwyczaj dniami wolnymi. Tak się przyjęło, tak jest w większości ośrodków jeździeckich. Ale od wtorku do niedzieli konie intensywnie pracują. Najgorsze są weekendy, zwłaszcza w sezonie wiosenno-letnim. W ośrodkach nastawionych na komercję chodzą pod siodłem nawet po sześć godzin. Wykorzystywane są zresztą ponad miarę nie tylko w rekreacji…

Foto: FAPA-PRESS

– Dla koni rekreacyjnych poniedziałki są zazwyczaj dniami wolnymi. Tak się przyjęło, tak jest w większości ośrodków jeździeckich. Ale od wtorku do niedzieli konie intensywnie pracują. Najgorsze są weekendy, zwłaszcza w sezonie wiosenno-letnim. W ośrodkach nastawionych na komercję chodzą pod siodłem nawet po sześć godzin. Wykorzystywane są zresztą ponad miarę nie tylko w rekreacji – dzieli się refleksjami Jerzy RUBERSZ. 

 

Konie, jak każdy organizm, mają swoją wytrzymałość. Jeśli permanentnie wykorzystuje się je ponad ich siły, zużywają się znacznie szybciej, podobnie jak nadmiernie eksploatowane urządzenie. Określenie „zużywają się” w odniesieniu do koni nie jest może eleganckim, ale niestety za sprawą tych, którzy nimi zarządzają, prawdziwym. Drastycznym przykładem są konie ciągnące wozy z turystami do Morskiego Oka. Prasa co jakiś czas informuje o tych, które padły albo zasłabły na szlaku. Obrońcy praw zwierząt twierdzą, że większość „Morskich” koni po zaledwie dwu latach pracy w zaprzęgu, trafia do rzeźni, bo dłużej nie są w stanie sprostać wymaganiom. A przecież wystarczyłoby zmniejszyć liczbę kursów i miejsc na wozie, by koniom żyło sie lżej. Mniej kursów, mniej turystów, to jednak mniej dutków. A właścicielom koni przynoszącym zarobek zależy, by kasa była jak największa. Nie inaczej dzieje się w niektórych ośrodkach jeździeckich, ale dobrze, że nie we wszystkich!

–  Konie zatrudnione, zwłaszcza w tzw. rekreacji, pracują na ogół więcej niż powinny. Do tego początkujący jeźdźcy nierzadko zadają im ból kiepskim dosiadem i stosowaniem pomocy w taki sposób, w jaki nie powinni. Rzecz jasna mają prawo popełniać błędy, bo dopiero się uczą, nie wyrządzają więc krzywdy celowo, ale koniowi jest wszystko jedno, co determinuje tego, który robi mu źle. Ileż razy widziałem, jak niewprawnym jeźdźcom pozwala się galopować, a ci chcąc utrzymać się na grzbiecie, szarpią zwierzaka, obijają się na nim jak worek kartofli. Oczywiście są konie, które poddają się takim torturom – bo to są tortury! – i nie protestują. Popadają w apatię, wyłączają swój aparat wrażliwości i niczym maszynka reagują na polecenia.

Foto: FAPA-PRESS

– Są jednak i takie konie, które buntują się i w pewnym momencie zaczynają reagować agresją. Agresją skierowaną niekoniecznie w stronę jeźdźca, choć to też, ale w stronę swoich pobratymców. Gryzą i kopią nabawiając się kontuzji, raniąc przy okazji inne konie. Ale że w szkółkach o L4 niełatwo, od siodła wymigać się trudno. Biznes jest biznes. Bywa więc, że na jazdę chodzą konie lekko kulejące i zamiast zdrowieć tylko im się pogarsza. Z czasem takie wierzchowce przestają nadawać się do pracy, ale o emeryturze w ośrodku raczej nie mają co marzyć. Filozofia jest prosta: nie zarabiasz, nie jesz! Konie jakby czują, co je czeka. Znałem takie wierzchowce, które latami, ze strachu przed odrzuceniem, udawały, że nic im nie dolega.

– Obciążenia fizyczne to jedna strona medalu. Druga dotyczy obciążeń psychicznych, których podłożem jest m.in. monotonia zajęć. Stęp, kłus, galop, stęp, kłus galop, stęp… czasem jakaś volta. Instruktorzy prowadzą na ogół zajęcia według określonych schematów, a te budują wyłącznie pod jeźdźców. A przecież koń też powinien dobrze czuć się w pracy, traktować ją jak zabawę. Im ciekawsze będą dla niego zajęcia, tym bardziej będzie zainteresowany i chętniej będzie reagował na pomoce i polecenia.

– Za moich studenckich czasów, nim pozwolono mi wsiąść na konia, musiałem zaliczyć kurs z teorii jazdy i wiedzy o koniach, w tym m.in. psychologii. Chodziło o to, bym od pierwszego dosiadu wiedział, jak mam się zachowywać w siodle, by koniowi nie szkodzić i jakie będę z tego czerpał profity. „ Albo cię koń obroni, albo od ciebie ucieknie” – mawiali Indianie. I to jest właśnie kwintesencja tego, jak powinniśmy o konie dbać, ile o nich wiedzieć, by nie wprowadzać ich w stany dyskomfortu. One z kolei w ramach rewanżu nie będą nas odtrącać, a cieszyć się naszą obecnością. (jpopr.)

 ***

Jerzy RUBERSZ; foto: FAPA-PRESS

Jerzy Rubersz: z wykształcenia historyk, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego, z zamiłowania koniarz, nauczyciel jazdy konnej w Technikum Hodowli Koni w Wolborzu, kaskader.

 

 

 

 

 

 

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.