Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

PANIE TRENERZE RATUNKU: KOŃ MNIE NADEPNĄŁ (22)

Jerzy Rubersz: – wydaje się, że prowadzenie konia w ręku, to czynność trywialna. Bo co za problem chwycić uwiąz i „pociągnąć” konia za sobą. Ano problem. Po pierwsze…

Foto: FAPA-PRESS

Jerzy Rubersz: – wydaje się, że prowadzenie konia w ręku, to czynność trywialna. Bo co za problem chwycić uwiąz i „pociągnąć” konia za sobą. Ano problem. Po pierwsze dlatego, że w szkółkach rzadko kiedy uczą jeźdźców tej sztuki, po drugie nie wszystkie rekreacyjne wierzchowce wiedzą, jak powinny się na uwiązie zachowywać, bo… nikt im tego nie powiedział.   

            Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu! – amazonka wrzasnęła na całe gardło, gdy prowadzony przez nią koń, skracając sobie drogę do apetycznej beli siana, nadepnął jej na stopę. Bolało. Czyja wina?

– No właśnie czyja? Na pewno nie konia! Przede wszystkim tych, którzy go ujeżdżali przywiązując wagę głównie do uczenia go zasad chodzenia pod siodłem, a zapominając o wpajaniu mu elementarnych „ziemnych” zachowań w relacjach z człowiekiem. Koń, zwłaszcza ten szkółkowy, którego dosiadają m.in. zupełnie początkujący, M U S I być edukowany wszechstronnie i wcale nie po to, by sprawdzał się w konkursach Grand Prix, ale właśnie, żeby był bezpieczny. Dla ludzi, dla innych koni, dla siebie. Naukę zaczynamy od małego. Już  źrebaka przyzwyczajamy np. do kantara i spacerujemy z nim na uwiązie, choćby w ramach zabawy. Kiedy dorośnie, będzie jak znalazł.

– Koń powinien dawać się prowadzić i prawej, i z lewej strony.

– To nie wojsko, w którym obowiązują kawaleryjskie regulaminy. To rekreacja, w której zwierzę musi pozwalać wykonywać z sobą wszelkie czynności z obu stron. M.in. dlatego, że początkujący jeździec może – i tak się często dzieje – zachować inaczej, niż przewiduje instrukcja. Zwierzę na takie zachowania musi być przygotowane.

– Jak więc należy prowadzić konia, by było to dla nas bezpieczne?

– Wierzchowiec ma bezwzględnie trzymać się za jeźdźcem, z jego prawej lub lewej strony. Pysk ma mieć na wysokości naszych ramion. W żadnym razie nie może nas wyprzedzać nawet o pół łba. Nie wolno mu też stępować bezpośrednio za plecami prowadzącego – może wtedy boleśnie nadepnąć, a w najlepszym razie urwać obcas… co też boli, tyle że finansowo.  Prowadząc konia za wodze, staramy się nie trzymać ich zbyt blisko pyska. Proponuję odległość dwóch, trzech szerokości dłoni. Jeśli jest mniejsza, ciągniemy mimowolnie za kiełzno, sprawiając koniowi niewygodę. Ten może się nawet wyrywać i zwiać, gdzie pieprz rośnie.

Rys. EWA JAWORSKA

  –  Doświadczone i prawidłowo ułożone konie nie zboczą ze ścieżki podczas prowadzenia w ręku. Wiedzą, kto w tandemie rządzi i mają się liderowi podporządkować. Podobnie, jak w stadzie. Ale koń to przecież tylko koń, zwierzę płochliwe…

– Tak i dlatego ważne, by dobrze „ułożony” był także prowadzący konia. Nawet ten najspokojniejszy wierzchowiec, którego mamy od lat we własnej stajni i znamy go na wylot, też może się czegoś przestraszyć i próbować wyrwać. Kiedy więc prowadzimy konia, koncentrujemy się na tej czynności, nie myślimy o niebieskich migdałach.  W przeciwnym razie może dojść do wypadku. Mówimy oczywiście o prowadzeniu jednego konia. Ileż razy widziałem jednak stajennych prowadzących jednocześnie dwa albo trzy. Serce podchodziło mi do gardła, bo wiem, co może się wydarzyć.

– Przewidywanie to cenna umiejętność.

– Bezcenna. Instruktorzy powinni nas jej uczyć na dzień dobry. Musimy wiedzieć, co koń może zrobić, zwłaszcza że nie tylko wyprowadzamy go ze stajni na jazdę, ale wprowadzamy do przyczepy, przeprowadzamy przez szosę pełną samochodów… Nad płochliwymi końmi rzecz jasna znaczniej trudniej zapanować; takie zresztą w szkółkach nie powinny się znajdować. Naszym zadaniem jest w każdym razie uprzedzać zachowania wierzchowca, być świadomym, że w tym  momencie może zrobić to czy tamto. Ale musimy wiedzieć, co to może być. Tego mają nas uczyć instruktorzy. Ćwiczenia z uwiązem winni prowadzić do znudzenia. Tak się niestety nie dzieje i nie z ich winy: klient płaci za jazdę i… wymaga. Chce siedzieć w siodle, a nie spacerować z koniem w ręku. Zalecam jednak: uczmy się prowadzenia koni, bo to tak samo ważna edukacja, jak nauka prawidłowego dosiadu. (jpopr.)        

***

Jerzy RUBERSZ; foto: FAPA-PRESS

Jerzy Rubersz: z wykształcenia historyk, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego, z zamiłowania koniarz, nauczyciel jazdy konnej w Technikum Hodowli Koni w Wolborzu, kaskader.

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.