Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

NIE KUPUJ KONIA W WORKU

To nie jest tak, że decyzję o kupnie konia musimy podejmować w asyście lekarza weterynarii. Nie musimy, ale może warto? Co o tym sądzi nasza konsultantka KAROLINA TOMCZYK, lekarz weterynarii, specjalistka chorób koni z lecznicy w Nieskórzu na Mazowszu?

Rys. EWA JAWORSKA

 To nie jest tak, że decyzję o kupnie konia musimy podejmować w asyście lekarza weterynarii.  Nie musimy, ale może warto? Co o tym sądzi nasza konsultantka KAROLINA TOMCZYK, lekarz weterynarii, specjalistka chorób koni z lecznicy w Nieskórzu na Mazowszu?

– Jestem w dość niezręcznej sytuacji, bo mówiąc, że warto korzystać z pomocy lekarza weterynarii, zachęcam do korzystania z usług moich oraz moich koleżanek i kolegów po fachu. Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że badania są konieczne, bo pozwalają wykryć to, czego gołym okiem nie spostrzeżemy nawet, jeśli mamy wieloletni hipiczny staż. A przecież – i wiem to także z własnej praktyki – stale rośnie liczba kupujących, wywodzących się z grupy kompletnych amatorów. Ci zresztą kierują się przede wszystkim pięknem zwierzęcia – o jaki ładny konik! Nie tylko nie potrafią zweryfikować stanu zdrowia potencjalnego wierzchowca, ale także jego przydatności pod konkretnego jeźdźca. W tej drugiej kwestii powinien wypowiadać się rzecz jasna doświadczony trener czy instruktor. Ja koncentruję się na warstwie medycznej.

– Mam oczywiście pełną świadomość tego, że kupowanie konia w asyście lekarza budzi określone emocje, zwłaszcza ze strony sprzedającego. Ten przeważnie czuję się niekomfortowo, traktowany niczym ktoś, kto chce coś zataić. A przecież jakże często sam nie zdaje sobie sprawy, że jego zwierzęciu coś dolega.

– Badanie kosztuje tysiąc złotych, płaci kupujący. Składa się ono z części klinicznej i radiologicznej. Pierwsza polega na osłuchaniu, stwierdzeniu ewentualnych blizn pooperacyjnych, badaniu oczu, ogólnej ocenie postawy we wszystkich chodach i pozycji „stój”. Lekarz wykonuje też badanie ortopedyczne, m.in. tzw. próbę zginania, która informuje o stanie struktur ścięgnisto-stawowych. Na każdym etapie badania, kupujący jest informowany o najdrobniejszych odstępstwach od normy. Może się bowiem okazać, że wykonanie zdjęć rentgenologicznych będzie zbyteczne, jako że spostrzeżone już we wstępnej diagnostyce wady lub wada, eliminują konia z użytkowania. Wówczas koszt weryfikacji weterynaryjnej jest oczywiście niższy. Zależy od tego, w którym momencie zostania ona przerwana.

– Jeśli badanie radiologiczne wykonujemy, to fotografujemy te miejsca, w których defekty pojawiają się najczęściej: czy to zwyrodnienia kości, czy ślady dawnych lub świeżych kontuzji. W nogach tylnych prześwietlamy stawy: skokowy, pęcinowy i kolano; w przednich: staw pęcinowy i koronowy oraz trzeszczkę kopytową.

– I nie jest tak, że zauważone „usterki” dożywotnio eliminują konia z użytkowania. Wszystko zależy, z jakimi dolegliwościami zwierzę się zmaga i jaką rolę me pełnić u nowego właściciela. Czego innego wymaga się od konia, który ma być wykorzystywany sportowo, a więc poddawany ciężkim codziennym treningom, czego innego od wierzchowca, który raz czy dwa razy w tygodniu ma przewieźć jeźdźca po lesie, a w pozostałym czasie lenić się na pastwisku.

–  Powtórzę więc: asysta lekarza podczas transakcji kupna-sprzedaży konia jest wskazana. Badanie warto zrobić, choćby po to, by nie narobić sobie kłopotów. Zachęcam.

***

Foto: FAPA-PRESS

Karolina Tomczyk: absolwentka Wydziału Medycyny Weterynaryjnej SGGW w Warszawie w 2009 roku. Specjalistka chorób koni. Praktykowała m.in. w Szpitalu Koni Służewiec – tam też odbywała roczny staż po studiach, Szpitalu Koni w Janowie Podlaskim, Szpitalu Koni Equivet w Gliwicach oraz Dakota Large Animal Clinic w USA. W 2011 roku odbyła staż w Belgii u doktora Frederika Mijtena zajmującego się rozrodem koni i inseminacją klaczy. (www.leczeniekoni.com)

 

 

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.