Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

I TAK W KOŁO MACIEJU

Martyna Michalska pochodzi z Ostrołęki, mieszka w Starej Miłosnej, studiuje w Lublinie. Jednocześnie zdobywa wiedzę na…

 

MARTYNA MICHALSKA; foto FAPA-PRESS

Martyna Michalska pochodzi z Ostrołęki, mieszka w Starej Miłosnej, studiuje w Lublinie. Jednocześnie zdobywa wiedzę na wydziałach: behawiorystyka zwierząt i filologia angielska. W przyszłości zamierza osiąść w Australii. Od 7 roku życia jeździ konno. Uczy też tej sztuki innych, przede wszystkim dzieci na obozach jeździeckich.

 

Kiedy ktoś mówi, że na nic nie ma czasu, to najczęściej nie potrafi go sobie zorganizować. Ale kiedy mówi tak Martyna Michalska, człowiek zachodzi w głowę, jak ona ów czas znajduje. Jeździ rekreacyjnie konno, z sukcesami uprawia strzelectwo z broni pneumatycznej; dla frajdy strzela z palnej, trenuje koszykówkę – niegdyś zajmowała się nią w wymiarze wyczynowym. Gra też w tenisa ziemnego i pływa. To nie wszystko! Śpiewa. Właśnie zdobyła kolejny laur w konkursie piosenki – nagrodę w postaci lekcji śpiewu. Na próżno chyba łudzić sie, że jej głos rozbrzmiewać będzie z głośników polskiego radia. Prędzej usłyszą ją w Australii… kangury, psy dingo, misie koala, strusie, diabły tasmańskie.

– Moje plany łączą się ściśle z behawiorystyką. Pasjonują mnie dzikie zwierzęta, chciałabym pracować w jednym z australijskich rezerwatów i tworzyć tamtejszym dzikusom warunki życia, jak najbardziej zbliżone do naturalnych. Jeśli plany z jakichś powodów nie powiodą się, w odwodzie mam pobyt w USA, a tam pracę z końmi na zasadach wybitnie partnerskich.

Z archiwum MM

Martyna, która związała się z końmi na dobre i złe, zaczęła dosiadać ich zupełnym przypadkiem. Miała siedem lat, pojechała na kolonie, a tam okazało się, że co drugi dzień będzie jeździć konno. To wystarczyło, by połknęła bakcyla. Ledwie wróciła z wakacji, a już szukała stajni w pobliżu domu. Podobnie przy okazji jakichkolwiek wyjazdów z rodzicami. Gdzie się znaleźli, tam penetrowali okolicę pod kątem możliwości jeździeckich. Mama z tatą kibicowali córce, ale też dbali o jej bezpieczeństwo. Kazali dziewczynce, i słusznie, jeździć w ochronnej kamizelce. Ona nazywa ją kuloodporną.

– Bo taka niewygodna, ale mam z nią śmieszne wspomnienie. Na obozie jeździeckim pławiliśmy konie. Miałam wtedy dziesięć lat i nie wiedziałam, że kamizelka działa również jak kapok. Przekonałam się dopiero, gdy całą grupą jeźdźców wpłynęliśmy na głęboką wodę, a ja w żaden sposób nie mogłam się zanurzyć razem z koniem. Ten to wykorzystał i wypłynął spode mnie.

Bywało też straszno.

–  Galopowałyśmy z koleżanką zakopiańskim lasem. Zima, widoki zapierające dech w piersiach, koniom też się podobało, zaczęły radośnie brykać. A jak w pewnym momencie bryknęły jednocześnie, to obie wyleciałyśmy w kosmos. Wylądowałam w zaspie, przyjaciółka „przejechała” twarzą po zamarzniętej kałuży. Gdy na nią spojrzałam, zbladłam i przestraszyłam się, że sama też tak wyglądam. Na szczęście mnie nic się nie stało. Ona potrzebowała sporo czasu, by zaleczyć swoje rany.  

W ciągu roku akademickiego Martyna ma mniej okazji do galopów, ale stajnie odwiedza tak często, jak tylko może. Chodzi tam przede wszystkim po to, by pobyć z końmi, bo – jak mówi – zajmowanie się nimi, daje jej więcej satysfakcji niż sama jazda.

Z archiwum MM

–  W trakcie roku nie muszę jeździć. Liczba godzin w siodle, którą zaliczam  podczas wakacji, zaspokaja moje wielomiesięczne potrzeby. Od kilku lat lipiec i sierpień spędzam na obozach jeździeckich w stajni PASJA w Skuszewie, gdzie pełnię funkcję instruktora i wychowawcy. Bardzo lubię tę pracę, ale przyznam, że wymaga ogromnego wysiłku. Nie tyle fizycznego, co przede wszystkim psychicznego. Oczy naokoło głowy, by uczestnikom nic się nie stało. Przebywanie wśród koni łączy się przecież z ryzykiem. Pracuję więc 24 godziny na dobę na najwyższych obrotach. Pod koniec sierpnia mam już szczerze dość, jestem zmęczona. Zaczynam tęsknić do mojego życia studenckiego. Ale gdy zbliża się już letnia sesja egzaminacyjna, nie mogę się doczekać, kiedy znowu pojadę na obóz. A na obozie pod koniec sierpnia… I tak w koło Macieju.   (pd)

 

 

 

 

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.