Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

INSTRUKTORZY JAZDY KONNEJ (5)

Sylwia Mędrzycka: technik weterynarii, pracownik administracyjny. W siodle od 16 lat. Instruktorka jeździectwa rekreacji ruchowej, współpracuje z ośrodkiem hipoterapii „Tosca” i stajnią TAXUS.

Sylwia Mędrzycka; foto FAPA-PRESS

Sylwia Mędrzycka: technik weterynarii, pracownik administracyjny. W siodle od 16 lat. Instruktorka jeździectwa rekreacji ruchowej, współpracuje z ośrodkiem hipoterapii „Tosca” i stajnią TAXUS.

Uwielbia skakać. Startuje w zawodach lokalnych, nieraz zajmowała miejsca na podium. Z entuzjazmem przystępuje do konkursów potęgi skoku. Kilka wygrała pokonując przeszkody wysokości 150 centymetrów. Raz zaliczyła nawet 160, ale akurat ten wynik starczył na „zaledwie” drugą lokatę.
Sukces odnotowała w ubiegłym roku debiutując na ścieżce huculskiej w Racocie. Dosiadała klaczy zakwalifikowanej do programu ochrony zasobów genetycznych, która obowiązkowo musiała przejść polową próbę dzielności. Na treningi brakowało jednak czasu, klacz na co dzień służy pacjentom hipoterapii w ośrodku „Tosca”. Amazonka i koń wystartowali więc niemal z marszu. Mieli najlepszy czas, ścieżkę zaliczyli na najwyższym stopniu podium; do pierwszego miejsca w ogólnej klasyfikacji (typ konia, budowa, ruch w stępie i w kłusie, prezentacja ogólna) zabrakło im półtora punktu.

W trakcie pokazu w Kicinach; foto FAPA-PRESS

Ale Sylwia Mędrzycka nie tylko sportem żyje. Lubi na przykład wypady w teren, rajdy. Kiedyś w towarzystwie innych koniarzy wyruszyła (nomen omen) z Kobyłki do Wyszkowa w kilka koni i kilka bryczek. Jechali cały dzień pokonując ponad 60 kilometrów. Zmęczeni dotarli na miejsce wieczorem. A że nie mieli namiotów, przenocowali opodal kościoła, ulokowawszy się jedni pod bryczkami, inni przy ognisku, jeszcze inni na gołej trawie. Taką wyprawę pamięta się długo. Ze śmiechem wspomina też przejażdżkę, gdy zabłądziła w lesie z koleżanką. Kiedy znalazły się na mokradłach, jej koń zapragnął wytarzać się w błocie. I wytarzał. Ponoć jedno wyglądało nie lepiej od drugiego. Najważniejsze jednak, że po tej kąpieli znaleźli w końcu drogę do domu.

– Zaliczyłam też nieplanowaną kąpiel w morzu, co prawda latem, ale o 7 rano. Galopowałyśmy po plaży z właścicielką jednej z nadmorskich stajni. Zaproponowała, byśmy wjechały do wody. Pech chciał, że dno miało ułożenie tarasowe. Spadłam z koniem z tzw. półki i oboje znaleźliśmy się pod wodą.

Sport, przejażdżki, lekcje z adeptami sztuki jeździeckiej oraz pomoc hipnoterapeutce Agnieszce Kazie w stajni „Tosca” to nie wszystkie hippiczne pasje Sylwii. Fascynuje ją także taniec, oczywiście z koniem w roli głównej. Układ choreograficzny kadryli, które publiczność mogła podziwiać na Mazowszu w Gulczewie z okazji „Dnia konia” i w Kicinach w ramach imprezy „Jagodowe żniwa za brodem”,  przygotowała wedle własnej koncepcji.

Każdy kwiatek musi być na swoim miejscu. Od lewej Edyta Grześkiewicz, Sylwia Mędrzycka; foto FAPA-PRESS

– Układ figur to jedno. Jeźdźcy i konie muszą nauczyć się go na pamięć. Podczas prób ewolucje w miarę szybko da się opanować. Najważniejsze, by tak ustawić zwierzęta, by w żadnym momencie nie szły obok siebie te, które się nie lubią. To niebezpieczne. Mogą się kopać, gryźć, narażają tym samym dosiadające ich amazonki. Dlatego zawsze zaczynamy od sprawdzenia, które konie się lubią, które są nastawione do siebie wrogo.

Do kierowania zespołem amazonek mających zatańczyć, jak dyrygentka zagra, przydaje się niewątpliwie praktyka instruktorska. Sylwia Mędrzycka od lat udziela lekcji jazdy konnej, ma kilku stałych uczniów. Ostatnio doszedł jeszcze jeden, jej pięcioletni syn Staś.

– Radzi sobie nieźle, ale jak wszyscy początkujący ma jeszcze kłopoty z zachowaniem równowagi i koordynacją ruchową. Z czasem opanuje arkana sztuki i będziemy razem galopować po plażach, lasach, wyprawiać się na rajdy w znane i nieznane.

Sylwia też zaczynała przygodę z końmi w wieku dziecięcym. Jeździła u wujków na zimnokrwistych kobyłach. Gdy w wieku 13 lat zapisała się do szkółki i przesiadła na gorące wierzchowce, miała już pojęcie, jak trzymać się na końskim grzbiecie, żeby nie spaść. I tak trzyma się już od wielu lat. (j.popr)

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.