Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

PO PIERWSZE, PO DRUGIE, PO… SETNIE: DELIKATNIE! (28)

Koń jest wyjątkowo wrażliwy na dotyk. Nic więc dziwnego, że początkujący jeździec to dla niego pasażer niezbyt wygodny. – Powtarzam w nieskończoność – mówi JERZY RUBERSZ…

 

D E L I K A T N I E; foto FAPA-PRESS

Koń jest wyjątkowo wrażliwy na dotyk. Nic więc dziwnego, że początkujący jeździec to dla niego pasażer niezbyt wygodny.

              – Powtarzam w nieskończoność – mówi JERZY RUBERSZ  kiedyś kandydata na jeźdźca szkolono najpierw teoretycznie, tłumaczono mu takie czy inne reakcje konia, przekazywano elementarną wiedzę z zakresu anatomii i psychologii, a dopiero z czasem pozwalano wsiąść. Dziś na dzień dobry hop w siodło i jazda. To prawda, że ta pierwsza lekcja odbywa się najczęściej na lonży, ale cóż znaczy zaledwie jedna sterowana od początku do końca przez instruktora. Powinno ich być przynajmniej kilkanaście i to takich, na których obowiązywałby ucznia bezwzględny zakaz trzymania wodzy. Nie ucierpi wówczas koń, jako że niewprawna ręka nie będzie machała na wszystkie strony wodzami, a co za tym idzie, nie będzie powodować uderzania kiełznem o zęby(!). Po drugie, co także istotne, brak wodzy przyspieszy naukę utrzymywania równowagi. Dopiero więc, kiedy adept sztuki hipicznej pozna abc panowania nad swoim ciałem, może zacząć używać wodzy i próbować zapanowywać nad ciałem konia.   

Każdy nasz ruch w siodle czy na oklep, nawet jeśli przypadkowy, jest zawsze informacją dla konia, co ma w danym momencie zrobić. Może się więc zdarzyć, że nieświadomie każemy mu chodzić bokiem albo wykonać piruet. Pół biedy, to nie boli. Gorzej, gdy wyślemy mu sygnały sprzeczne, bo wówczas wprowadzimy go w stan dyskomfortu.

– A mało to razy widziałem jeźdźca, który uderzał nogami w boki zwierzęcia przy jednoczesnym ściąganiu wodzy. Z jednej strony koń był popędzany, z drugiej hamowany. W takiej sytuacji zwierzę nie wie, co ma robić, ale wie, że mu źle i próbuje z tym walczyć. Zawiesza się na przykład na kiełźnie. Ciągnie w jedną stronę, my w drugą, ale szanse na wygraną mamy marne. No chyba, że włożymy mu do pyska bardzo ostre kiełzno, wtedy co prawda przestanie się z nami siłować, ale poradzi sobie inaczej. Strzeli z zadu, z grzbietu i poniesie. A to już zabawa bardzo niebezpieczna.  

Stąd też jedną z podstawowych zasad komunikacji z koniem jest dopasowywanie siły do wrażliwości konia.

– Owszem. Konie bardzo różnią się między sobą. Nie tylko wiekiem, maścią, urodą, ale też doświadczeniem. Jedne na przykład wymagają wyjątkowej delikatności, choćby w operowaniu wodzami. Lekkie pociągnięcie – już reagują, inne potrzebują zdecydowanego i mocnego pociągnięcia, w żadnym razie jednak nie szarpania. Co najwyżej wodze możemy napiąć, ale musimy je natychmiast poluzować, gdy koń wykona zadanie. Niewygoda – wygoda, niewygoda – wygoda… Tak szkoli się i „wychowuje” konie.

I traktuje się je zawsze jak konie, nigdy jak ludzi.

– Oj tak, lubimy personifikować, ale życie podpowiada nam, że to błędne podejście. Ot przykład z brzegu: klepiemy konia po szyi, jak kumpla po ramieniu, by nagrodzić go za jakieś zachowanie, podziękować albo przekazać, jaki jest fajny, on tymczasem tego klepania nie znosi. Często odczuwa nawet ból, bo ma tak delikatną skórę. Możemy za to konia pogłaskać, ale musimy wiedzieć, gdzie: najlepiej w miejscu, z którego wyrasta grzywa. Takie pieszczoty konie uwielbiają.   

Nie starajmy się też uczłowieczać konia z innego powodu. Choć to wrażliwe i delikatne zwierzę, to duże i ciężkie. Znacznie większe i silniejsze od nas. Nietrudno więc o  krzywdę, jaką może nam wyrządzić nawet niechcący. Może oczywiście i chcący, jeśli będziemy wobec niego nie fair. A nie fair nie oznacza jedynie przemocy fizycznej sensu stricto, ale też np. niestaranny dosiad, niespokojną rękę, nieodpowiednie kiełzno, siodło, zbyt ciasno zapięte ogłowie… I warto zdawać sobie z tego sprawę rozpoczynając hipiczną przygodę. Jest ona wspaniała, ale pod warunkiem, że zachowujemy rozsądek i stale pogłębiamy naszą wiedzę. Bo jazda konna ma to do siebie, że uczymy się jej całe życie. W tej dziedzinie nawet najwięksi mistrzowie nie podsieli wiedzy absolutnej.

***

Jerzy Rubersz: z wykształcenia historyk, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego, z zamiłowania koniarz, nauczyciel jazdy konnej w Technikum Hodowli Koni w Wolborzu, kaskader.

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.