Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

KONIE UCIECZKĄ DO WOLNOŚCI MONTY`EGO ROBERTSA

Już wkrótce, po piętnastoletniej przewie, Polskę odwiedzi Monty Roberts – jeden z najsłynniejszych koniarzy świata. Celowo nie używam określenia „zaklinacz” bo i sam Amerykanin nie wyraża na to zgody.

 

Monty Roberts w rozmowie z wychowankiem poprawczaka w Studzieńcu. Na drugim planie tłumaczka Katarzyna Preiskorn; foto FAPA-PRESS

 Już wkrótce, po piętnastoletniej przewie, Polskę odwiedzi Monty Roberts – jeden z najsłynniejszych koniarzy świata. Celowo nie używam określenia „zaklinacz” bo i sam Amerykanin nie wyraża na to zgody.

Dwa pokazy pracy z końmi Monty Robertsa zaplanowano na 16 i 17 listopada na wrocławskich Partynicach. A więc za chwilę. Ale że taka chwila dłuży się okropnie, zrozumiałe, że tym, którzy uczestniczyli jako widzowie w pokazach na Torwarze w roku 2004, zbiera się na wspomnienia. Mnie również. A wspominać mam rzeczywiście co, jako że przygotowując wówczas relację dla miesięcznika „Koń Polski”, niemal nie odstępowałem Monty`ego Robersta na krok. Byłem więc nie tylko na samym pokazie, ale towarzyszyłem naszemu gościowi również na lotnisku, w telewizji, nawet w najstarszym w Polsce poprawczaku, w Studzieńcu.

Pamiętam, że wizyta nie zaczęła się zbyt optymistycznie. Nie dość, że samolot z Montym na pokładzie sporo się spóźnił do Warszawy, to jeszcze na lotnisku w Londynie zapodziano mu bagaż. Na szczęście walizki dotarły nocą kolejnym lotem. Nocą dla Robertsa krótką, bo już o 7 rano musiał być w telewizyjnej „Kawie czy herbacie”. Opowiadał tam o swojej pasji. Mówił o psychicznej i fizycznej przemocy, jakiej doznawali od ojca on, jego bracia i… konie. Wspominał tatusiowe ciosy, w wyniku których miał złamanych kilkadziesiąt(!) kości. Z telewizyjnego wywiadu dowiedzieliśmy się także, iż konno zaczął jeździć w wieku dwu lat i że właśnie konie stały się dla niego ucieczką do wolności. Z czasem postanowił udowodnić sobie i światu, że ze zwierzętami można dogadywać się bez siły, a nawet nie podnosząc głosu.

Nie wszyscy wiedzą, że obszerną wiedzę, którą Monty Roberts zdobył dzięki obserwacji koni i pracy z nimi, zaczął wykorzystywać w rozwiązywaniu problemów w komunikacji między ludźmi. Pomagał m.in. CIA konstruować maszynkę do wykrywania kłamstw; z jego usług korzystają setki renomowanych firm m.in. IBM, Jaguar, Ford, Volkswagen. Aż dziw, że nie okrzyknięto Monty`ego Robertsa mianem „zaklinacza ludzi”, bo nazywanie go „zaklinaczem koni” jest stanowczo nie na miejscu.

– Moja praca z końmi – mówił na konferencji 15 lat temu – nie ma nic wspólnego z magią. Robię to, co podpowiadają mi rozum, instynkt a przede wszystkim same zwierzęta. Wystarczy im się przyjrzeć i naśladować ich zachowanie. Sprawić by same z własnej woli zechciały do nas przyjść, miast ciągnąć je do siebie siłą. To one muszą wiedzieć, że z nami będzie im lepiej. Oczywiście konia można brutalnie łamać siłą i po czterech-sześciu tygodniach osiągnąć zamierzony efekt. Tak czynił mój ojciec. Ale to nie jest w porządku. Ja potrafię zrobić to samo i bezboleśnie nawet w pół godziny.

Piętnaście lat temu podczas próby przed pokazem Monty Roberts uczył podstaw swojej metody obecną posłankę Jagnę Marczułajtis. Ażeby lepiej wyjaśnić na czym owa technika polega, najpierw on sam wcielił się w rolę konia, a ona miała wydawać mu trenerskie polecenia. Oboje spisali się na medal. Kiedy skończyli, Monty powiedział: OK. A teraz możesz mnie pogłaskać. Foto FAPA-PRESS

Ale że można i że Monty Roberts potrafi, nie znaczy, że każdy z nas będzie umiał nawet, jeśli sam mistrz wyjaśni, jak nauczyć konia danej umiejętności. Oto przykład sprzed półtorej dekady. Na Torwarze kalifornijski trener w krótkim czasie wprowadził do przyczepy dziewięcioletnią folblutkę, która tak panicznie bała się owego pojazdu, że do Warszawy przemaszerowała ze swoją właścicielką pieszo ponad 20 kilometrów. Monty nie tylko przekonał klacz do wejścia z nim do przyczepy, ale sprawił, że wchodziła też sama na odpowiedni znak. I to kilka razy. Trudno więc mówić o jakimkolwiek przypadku. Niestety, kiedy po pokazie Roberts kilka godzin rozdawał autografy, na parkingu przed Torwarem – również kilka godzin – trwał załadunek owej klaczy do przyczepy. I choć zadania podjął się asystent Monty`ego Robertsa, okazało się ono nadzwyczaj trudne. Klacz została doprowadzona do takiego stanu, że swoją histerią „wypędziła” z dwukonnej przyczepy młodziutkiego konia, którego przyczepa nigdy wcześniej nie stresowała. Zaczęła się szarpanina na całego, nawet asystent dostał kopniaka. W końcu oba wierzchowce znalazły się w środku.

– Tak już jest z końmi – podsumował tę sytuację Monty. – Jeśli czegoś się nauczą, wcale nie znaczy, że pięć minut później będą umiały i chciały daną czynność powtórzyć. Do sukcesu droga daleka, ale przy odpowiednim nastawieniu właściciela, jego cierpliwości i konsekwencji – osiągnięcie pełnego porozumienia zawsze jest możliwe.

Ciekawe, co usłyszymy od Monty`ego Robertsa tym razem. Liczymy na ogromną dawkę emocji, ale przede wszystkim lekcję, która przyda nam się w codziennych relacjach z naszymi końmi.

Piotr Dzięciołowski

 

Organizatorem II pokazu Montyego  Robertsa w Polsce jest MAGDALENA STANIK.

 Right Sp. zo.o.

Tel. 794 352 048

mail: info@montyrobertswpolsce.pl

www.montyrobertswpolsce.pl

FB@montyrobertswPolsce

Portal hejnakon.pl jest jednym z patronów medialnych wydarzenia.

 

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.