Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

MONTY ROBERTS: CHCIAŁEM ZABIĆ OJCA

Trenerzy Monty Roberts (z prawej) i Marek Godzina ustalają kierunek działania; foto FAPA-PRESS

Przez dwa dni na wrocławskich Partynicach odbywały się pokazy Monty`ego Robertsa, jednego z najsłynniejszych na świecie trenerów koni. Amerykanin pracował z wierzchowcami, które m.in. nigdy nie miały na sobie siodła, które bały się dotyku, nie chciały wchodzić do przyczepy, stąpać po foliowych plandekach…

Gośćmi specjalnymi niedzielnych pokazów byli: Iwona Guzowska – była Mistrzyni Świata i Europy w Kick-boxingu, była posłanka na Sejm RP oraz aktor Mateusz Murański.

 

1. Koń po długim czasie oswajania się z plandeką, na razie zdecydował się ją przeskoczyć; foto FAPA-PRESS

2. W lewo nie chciał za żadne skarby; foto FAPA-PRESS

3. Po kilkudziesięciu minutach dał się przekonać i spokojny przekroczył foliowy Rubikon; foto FAPA-PRESS

Kiedy kilka miesięcy temu rozeszła się informacja, że Monty Roberts ponownie przyjedzie do Polski, pojawiły się natychmiast komentarze. W większości bardzo przychylne, w mniejszości w postaci hejtów poddających w wątpliwość nie tyle umiejętności trenerskie Amerykanina, co formułę pokazów, w których wszystko jest zawczasu przygotowane, przećwiczone, a konie dobierane tak, by nie sprawiały kłopotów. Jak jest naprawdę, przekonali się ci, którzy mieli szczęście zasiąść na widowni, zwłaszcza w niedzielny wieczór, kiedy było im dane obserwować pracę Monty`ego z koniem panicznie reagującym na rozłożoną w round-penie foliową plandekę. Jeśli wszystko byłoby wyreżyserowane, trener przekonałby wierzchowca do „scenografii” w ciągu kilku minut, tymczasem pracował z nim kilkadziesiąt i była to praca nadzwyczaj wyczerpująca. Mało tego, kiedy koń oswoił się z przerażającym rekwizytem i wydawało się, że będzie już po nim spacerował we wszystkich kierunkach, okazało się, że w jednym jak najbardziej, ale w drugim za żadne skarby. I przekonywanie zwierzaka zaczęło się praktycznie od początku, najważniejsze, że zakończyło się sukcesem.

Poświęcenie fotoreporterki Marty Ciesielskiej; foto FAPA-PRESS

Monty podkreślał, że z koniem trzeba zawsze pracować z jego prawej i lewej strony, choćby dlatego, że ten widzi z każdej strony inaczej. W trakcie spotkań z publicznością wiele zresztą opowiadał o zachowaniach tych zwierząt, podpowiadał też, co mamy robić, by osiągać z nimi porozumienie. Czynnikiem gwarantującym sukces są nie tylko wiedza i umiejętności, ale w ogromnej mierze nasza cierpliwość. Nie masz czasu, daj spokój sobie i koniowi. Jeśli założysz, że nauczysz konia określonej czynności w 20 minut, to okaże się, że potrzebujesz na to całego dnia. Jeśli przeznaczysz od razu cały dzień, to okaże się, że może ci wystarczyć właśnie te 20 minut.

1. Miedzy Montym i Iwoną Guzowską zaiskrzyło na dzień dobry; foto FAPA-PRESS

2 Tego konia Iwona Guzowska widziała pierwszy raz; foto FAPA-PRESS

3. Po chwili pracowała z wierzchowcem, jakby metody Monty`ego znała od zawsze. Tymczasem dopiero przed wejściem do round-penu obejrzała filmik, by zorientować się, o co w tym wszystkim chodzi; foto FAPA-PRESS

4. Wyzwaniu podołał też aktor Mateusz Murański, który doświadczeń w pracy z końmi nie miał żadnych; foto FAPA-PRESS

Wiele, rzecz jasna, zależy od samego konia. Stąd na przykład wybór wierzchowców do pokazów. Zrozumiałe, że Monty Roberts nie zdecyduje się np. na pracę ze zwierzęciem, które już na pierwszy rzut oka wymaga wielu godzin oswajania, jeśli nie iluś dni. Widzowie chcą przecież zobaczyć w stosunkowo krótkim czasie jak najwięcej przypadków i rozwiązań metodami opartymi na budowaniu zaufania i wzajemnym szacunku w relacjach człowiek – koń. Oczywiste też, że Monty nie weźmie do pokazu konia, który jest „prosty” w obsłudze. A to się zdarza, czego zresztą byliśmy świadkami. Monty pytał: jaki problem, jaki problem? On bowiem nie widział żadnego, jego asystenci również… Koń spokojny, chętny do współpracy, tylko właściciel jeszcze mało umie.

Publiczność z zainteresowaniem śledziła pracę Monty`ego; foto FAPA-PRESS

Odpowiedzialność za zachowanie konia niemal zawsze spoczywa na człowieku. Tę prawdę według Monty`ego trzeba przyjmować z pokorą. A mało prawdopodobne, by po jednej jego lekcji koniarze od razu stawali się alfami i omegami. Rzecz w tym, by po pokazie zmienili swoje podejście, by uczyli się języka mowy ciała, w żadnym razie nie stosowali siły.

Monty emanuje dobrocią, ciepłem, spokojem; foto FAPA-PRESS

Monty Roberts jest wrogiem  przemocy. Nie tylko widział na własne oczy, jak jego ojciec przygotowywał konie pod siodło zadając im bolesne razy batem, ale sam doświadczył od niego ciężkich ciosów. Ojciec katował go psychicznie i fizycznie łamiąc mu kości w kilkudziesięciu miejscach.

– Wiesz – mówi wzruszony – chciałem go zabić. Ale na szczęście podzieliłem się tym zamiarem z zaprzyjaźnioną zakonnicą. O tu mam jej zdjęcie – Monty wyjmuje z portfela czarnobiałą, mocno sfatygowaną fotografię.– Powiedziała mi wtedy – wspomina ze łzami w oczach – że mnie rozumie, że wie, jak wielką krzywdę wyrządził mi ojciec, ale żebym go nie zabijał. Bo jak to zrobię, to już nigdy w życiu nic nie osiągnę. Po tej rozmowie wróciłem do domu. Ojca zastałem w salonie, siedział przy oknie i czegoś wypatrywał. Zdjąłem znad kominka strzelbę, czego nawet nie zauważył. Rozładowałem, amunicja rozsypała się po podłodze. Wtedy wymierzyłem mu między oczy i zwolniłem spust. Poczułem ogromną ulgę, choć nawet go nie raniłem, bo przecież broń nie była naładowana. Kiedy ojciec usłyszał „strzał”, zwrócił się w moją stronę, zobaczył mnie ze strzelbą, a u moich stóp naboje. Od tamtego dnia nigdy więcej nie użył wobec mnie przemocy.

Nie znając historii życia Monty`ego Robertsa, a obserwując go na pokazach i za kulisami, trudno uwierzyć, co przeżył ten 84-letni szkoleniowiec. Emanuje dobrocią, ciepłem, spokojem. Do tego, poza ogromnym doświadczeniem, ma w sobie to coś, czego nie da się zdefiniować, a co konie rozpoznają u niego na dzień dobry. Ludzie też!

Tzw. habituacja; foto FAPA-PRESS

Dziś Monty Roberts pracuje przede wszystkim z końmi po przejściach, z wyścigowymi oraz z wierzchowcami królowej Elżbiety. Jego pokazy cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Przed przyjazdem do Polski miał takie m.in. w Niemczech i na Węgrzech. Niewykluczone – to jego słowa – że w przyszłym roku znów nas odwiedzi. Czekamy.

1. Tego konia Monty osiodłał w ciągu paru minut, choć wierzchowiec jeszcze nigdy pod siodłem nie chodził. Szybko też miejsce jeźdźca zajęła kukiełka. Radziła sobie niczym pierwszorzędna amazonka. Ale żarty żartami. Monty, co wielu zaskoczyło, pracował z tym i innym końmi wyłącznie na dwóch lonżach. Przestrzegał przed lonżowaniem na jednej, bo zadaje się wówczas zwierzęciu ogromne cierpienie. Tylko odrobinę łagodniejsze niż bicie. Do tematu wrócimy w oddzielnym artykule; foto FAPA-PRESS

2. I pierwszy spacer pod prawdziwym jeźdźcem; foto FAPA-PRESS

Najpierw sam Monty wprowadzał konia do przyczepy, później pod jego okiem robiła to bezbłędnie właścicielka wierzchowca. Ciekawe, czy tak dobrze będzie jej szło, gdy dotrze do swojej stajni. Nie zapeszajmy; foto FAPA-PRESS

Pokaz Monty`ego otwierał Jerzy Sawka, dyrektor Wrocławskiego Toru Wyścigów Konnych – Partynice; foto FAPA-PRESS

Na kilka godzin przed imprezą, asystenci Monty`ego udzielali porad właścicielom koni nie zakwalifikowanych do pokazu; foto FAPA-PRESS

Pełne ręce roboty mieli wolontariusze Stajni Foresta. Spisali się na medal; foto FAPA-PRESS

W kolejce po autograf; foto FAPA-PRESS

A jak już się dotarło do stolika, przy którym Monty Roberts rozdawał autografy, można było zrobić sobie z nim zdjęcie; foto FAPA-PRESS

 

                                               ***

II Pokaz Monty`ego Robertsa w Polsce zorganizowała Magdalena Stanik. Portal hejnakon.pl był patronem medialnym.

Piotr Dzięciołowski

PS  HEJ NA KOŃ serdecznie dziękuje pani IWONIE GUZOWSKIEJ, która wcielając się w rolę tłumaczki, pomogła naszemu przedstawicielowi w rozmowie z MONTY`M ROBERTSEM.

 

 

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.