Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

POŁĄCZYŁ ICH RAPTUS (2)

Monika Klepacka-Dąbrowska – prawnik; Jakub Dąbrowski – technik hodowca koni.

MONIKA KLEPACKA-DĄBROWSKA i JAKUB DĄBROWSKI; foto FAPA-PRESS

Monika Klepacka-Dąbrowska – prawnik; Jakub Dąbrowski – technik hodowca koni. Instruktorzy jeździectwa, właściciele certyfikowanego Ośrodka Jeździeckiego PZJ w Janiszach koło Ełku. Mają siedemnaście koni, pięć kotów i psa. 

 Działo się kilka lat temu, kiedy dopiero co osiedli w Janiszach koło Ełku. W ciepłe listopadowe przedpołudnie ruszyli na swoich hucułach zwiedzać okolicę. Po drodze zahaczyli o znajomych, pogadali, odpoczęli i dalej przed siebie… Ale droga w stronę domu wydała się obca. Skręcili więc prawo, potem w lewo, potem znów w prawo… Żeby choć jeden człowiek pojawił się na horyzoncie, a tu, jak na złość, nikogo. Z chwili na chwilę robiło się ciemniej; latarki nie mieli, bo któż mógł przypuszczać, że spędzą w siodłach tyle czasu. Zaczęło jeszcze  padać. Ona coraz bardziej spięta, On trzymał fason, ale martwić się, martwili oboje. W domu przecież czekały córeczka i babcia, która cała w nerwach wypatrywała w oknie zbłąkanych duszyczek. Te dotarły na miejsce dopiero po 22.oo. Zmęczone, przemoczone, ale szczęśliwe, że u celu.

Lekcje prowadzi Jakub Dąbrowski; foto FAPA-PRESS

Dziś mają co wspominać, zwłaszcza że wielu terenowych przygód nie zaznali. Rzadko bowiem wybierają się konno poza granice prowadzonego przez siebie Ośrodka. I nie tylko z braku czasu. Monika uwielbia ujeżdżenie, Jakub jest specjalistą od skoków. Wolą więc czworoboki i parkury. Ona trenuje dla siebie, nie ma zacięcia sportowego. On ma III klasę sportową, zdobył ją w SO Bogusławice, gdzie trenował i startował. Do Stada miał dwa kroki, jako że uczył się w usytuowanym opodal Technikum Hodowli Koni w Wolborzu. (O szkole pisaliśmy na portalu hejnakon.pl: http://hejnakon.pl/?p=31071) .

– I po dziś dzień wspominam ludzi, którzy wiele mnie nauczyli, m.in.: Tadeusza Głoskowskiego, Bogusława Owczarka, Jerzego Rubersza… Ale z końmi miałem kontakt od dziecka. Opodal Orzysza, gdzie mieszkałem, była stadnina. Chodziłem tam, przyglądałem się, pomagałem, a za pracę mogłem raz na jakiś czas pojeździć.

– To tak, jak ja – dopowiada żona. – Też jeździłam w zamian za sprzątanie i „oprowadzanki” dzieci na kucykach. Ale kiedy już byłam dorosła – akurat robiłam aplikację sędziowską – kupiłam sobie pierwszego konia: wielkopolaka Raptusa. Wstawiłam go do stajni, w której pracował mój przyszły mąż. I Raptus nas połączył. Raptownie. Zostałam uczennicą Kuby. Po kolejnym treningu wypiliśmy kawę, po kolejnej kawie wzięliśmy ślub, po ślubie pomyśleliśmy o domu ze stajnią.

Uwagi do jeźdźca ma Monika Klepacka-Dąbrowska; foto FAPA-PRESS

Pomysł, jak to pomysł, przyszedł nagle. Wracali od znajomych i Monika ot tak rzuciła, że chciałaby mieć dom ze stajnią na trzy konie – akurat tyle wtedy liczyło ich stadko. Jakub pokiwał głową, powiedział tak, tak, ale nie spodziewał się, że już nazajutrz żona pochwali się, iż znalazła dla nich wymarzoną działkę. W Janiszach, o których nigdy wcześniej nie słyszeli. Od razu pojechali zobaczyć, a kilka dni później podpisali umowę u notariusza.

– To był skok na głęboką wodę. Nie mieliśmy pieniędzy, trzeba było zaciągnąć kredyt. I ledwie go wzięliśmy, ogarnęło nas przerażenie, z czego będziemy płacić raty  – wspomina Jakub. – Jak zapłaciłem pierwszą, to z mojej pensji zostało dwadzieścia złotych…

Ale nie poddali się. Wzięli ostro do roboty, budowali własnymi rękoma. Jakoś, choć bywało bardzo ciężko, wiązali koniec z końcem i… z końmi. Wymyślili też, że może trzy boksy to będzie mało, postawią sześć. W jednym zrobią siodlarnię, w drugim magazyn paszowy, a ten wolny niech będzie tak na wszelki wypadek. Dziś mają boksów piętnaście. Mieszkają w nich trzy hotelowe wierzchowce i siedemnaście własnych. Wśród nich Zagończyk zwany Ziutkiem, 31-letni staruszek angloarab, który, choć zaawansowany wiekiem, wciąż chodzi pod siodłem. Ba! Bierze nawet udział w zawodach skokowych.

– Dwa lata temu – mówi Monika – wysłaliśmy go na emeryturę. I stało się coś niesamowitego: poczuł się niepotrzebny, marniał w oczach, tracił wigor, żal było patrzeć. Przywróciliśmy go więc do pracy, a wówczas z dnia na dzień zaczął wracać do formy. I co najważniejsze, wciąż ją trzyma, służy jeźdźcom, jak inne nasze ośrodkowe konie.

Helena z tatusiem i swoim srokatym Cyprysem; foto FAPA-PRESS

            Ośrodek w Janiszach powstał ad hoc. Stało się to w jakiejś mierze za sprawą Jakuba. Zrezygnował z pracy w innej stajni. Jego uczniowie nie chcieli się pogodzić ze stratą takiego trenera i przyszli za nim do… jego domu. Przybywało jeźdźców, przybywało koni i tak przydomowa stajenka zaczęła się rozrastać i przejmować funkcję profesjonalnego ośrodka jeździeckiego. Monika przed południem pracuje w kancelarii, po południu trenuje ujeżdżeniowców. Jakub przedpołudniami prowadzi hipoterapię w innej stajni, po południu zajmuje się skoczkami w Janiszach. Praktycznie więc od świtu do zmierzchu jest z końmi.

–  Bywa zmęczony. I wtedy mówi, że ma dość, że rzuci to wszystko w diabły – opowiada żona. –  Ale po miesiącu kiepskiego nastroju kupuje kolejnego konia – najchętniej młodego, bo znakomicie się z takim dogaduje – i wszystko wraca do normy.  

            A w ramach owej normy jest także łowienie ryb, czemu poświęca każdą niedzielę. Spędza ją nad wodą w samotności, rozmyśla o życiu i ładuje akumulatory. Dla Moniki odskocznią od koni jest praca w kancelarii; nie wyobraża sobie, że mogłaby z niej zrezygnować. To jej taki drugi konik.

Helenka: to ja i mój koń; foto FAPA-PRESS

Oboje znakomicie się uzupełniają i realizują pomysł na życie w otoczeniu zwierząt. Podkreślają, że w swoich rodzinach są pierwszymi, których porwały konie. Ale nie ostatnimi! Ich pięcioletnia córka Helena też już jeździ i to na własnym kucyku. Wielce więc prawdopodobne, że będzie kontynuować dzieło rodziców. Bo przecież, czym skorupka za młodu… (hnk)

PS Pierwsza część tekstu „Janisze czynne od 16.00” http://hejnakon.pl/?p=32154

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.