Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

A WIELBŁĄD TEŻ NICZEGO SOBIE

Anna Kostka, amazonka, instruktorka, sędzia i szkoleniowiec konkurencji TREC PTTK. Właścicielka dwóch koni, trzydziestu owiec, jednego męża, trójki dzieci.

ANNA KOSTKA; foto archiwum domowe

 Anna Kostka, amazonka, instruktorka, sędzia i szkoleniowiec konkurencji TREC PTTK. Właścicielka dwóch koni, trzydziestu owiec, jednego męża, trójki dzieci. Z wykształcenia jest technikiem prac biurowych. Zawód wyuczony: sekretarka, zawód wykonywany: licencjonowany przewoźnik zwierząt. Kierowca (kierownica?) samochodów ciężarowych z uprawnieniami na tiry.

Na Jasnej; foto archiwum domowe

Pozazdrościła ciotecznej siostrze i namówiła rodziców, żeby i ją zapisali do szkółki jeździeckiej. Tak się też stało. Mając dziesięć lat rozpoczęła, trwającą po dziś dzień,  przygodę w siodle. Ale dosiadanie cudzych koni szybko przestało jej wystarczać. Marzył jej się własny. Rodzice znowu przystali na prośbę córki, postawili jednak warunek: koniec z jazdami w szkółce, bo skoro koń w domu, to szkoda pieniędzy na „niepotrzebne” wydatki.

I tak trzynastoletnia Ania stała się właścicielką zimnokrwistej Laury. Była w siódmym niebie, tyle że o przejażdżkach musiała na razie zapomnieć, bo klacz miała zaledwie pół roku. Odczekała więc dwa lata i, nie mając w tej materii żadnego doświadczenia, zaczęła sama ją ujeżdżać.

– Udało się, ale przede wszystkim dlatego, że Laura była koniem niezwykle spokojnym i nigdy nie protestowała, gdy wdrapywałam się na jej grzbiet. Problem miałam za to z siodłem. Była tak gruba, że w tamtym czasie nierealnym okazało się zdobycie odpowiedniego siedziska. Jeździłam więc na oklep, co ma oczywiście ogromne plusy, bo nigdzie człowiek nie nauczy się zachowywania równowagi tak, jak w taki sposób. I nauczyłam się, nie spadałam, choć z racji objętości Laury nie mogłam przytrzymywać się nawet nogami.

Z Backetem; foto Małgorzata Eland.

    Kiedy kobyła osiągnęła pełną dojrzałość, dopuszczono do niej ogiera. Źrebak urodził się zdrowy, ale że klacz nie miała mleka, trzeba było karmić małego butelką. Brak pokarmu występował też po następnych porodach. Anna z powodzeniem ratowała kolejne źrebaki. W sumie cztery. Siedem lat temu, zimową porą miał przyjść na świat piąty. Niestety Warmię i Mazury, gdzie mieszka nasza bohaterka, nawiedziły potężne śnieżyce odcinając od świata mieszkańców wielu tamtejszych miejscowości. Klacz nie była w stanie urodzić, a żaden weterynarz nie miał jak do niej dotrzeć. Nie przeżyła ani ona, ani źrebak. Laura odeszła w wieku trzynastu lat.

W tamtym czasie w domu były jeszcze dwa konie i to ze sportową przeszłością.

Dalmacja z Don Leoncio vel Draco; foto archiwum domowe

– Dostałam je od Łukasza, mojego męża: Dalmację – jedną z ostatnich córek Saturna – oraz Jasną – małopolankę, dzięki której zakochałam się w tej rasie. Dziś obie już biegają po niebieskich pastwiskach. Od dwóch lat mam inną małopolankę, Karinę, która jest moim podstawowym koniem. Nim do mnie trafiła, był u mnie przez jakiś czas folblut Backet. Kiedy go zobaczyłam po raz pierwszy, tak mi się spodobał, że oddałam za niego mojego mercedesa 124 i… zostałam bez podstawowego samochodu do ciągnięcia przyczepy. Trzeba było zbierać na kolejny. Na Backecie startowałam dwa sezony – on trenuje teraz WKKW w Ośrodku Jeździeckim Stragona. Ma w przeciwieństwie do mnie przyszłość sportową. Ja uczestniczę w zawodach wyłącznie dla zabawy, towarzystwa i zdobywania kolejnych doświadczeń. Nie interesuje mnie rywalizacja.

Na Mistrzostwach TREC PTTK Warmii i Mazur; foto FAPA-PRESS

Nadzwyczaj serio za to traktowała pracę z trudnymi końmi, z którymi inni nie mogli sobie poradzić. Wraz z mężem uczłowieczali, jak to określa, krnąbrne wierzchowce i szukali dla nich dobrych domów. Przygotowywali też pod siodło konie młode. Wszystko to oczywiście zabierało masę czasu, a do tego Anna nierzadko zostawała ze zwierzętami sama, bo Łukasz woził konie. Ależ mu zazdrościła powtarzając do znudzenia, że kiedyś i ona zrobi prawo jazdy na ciężarówki. Zrobiła!

– I tak zaczął się w moim życiu kolejny etap. Prowadzę starego mercedesa 609 z miejscami na dwa konie i pięć osób. W sam raz, zwłaszcza gdy wybieram się na zawody z rodziną albo znajomymi. Konie oczywiście wożę po całym kraju. 

Ów mercedes ma niebywałą zaletę: wysokość wnętrza wynosi prawie trzy metry. Dla konia aż nadto, jak znalazł za to dla… wielbłąda.

Z wielbłądem; foto MARZENA ŁAGOCKA

– Znalazł, znalazł, a szukał takiego środka transportu Sébastien Cheval, Kanadyjczyk francuskiego pochodzenia. Ogłosił na facebooku w grupie „Transport Koni Polska”, że musi zawieźć wielbłąda spod Kielc do Francji. W pierwszym etapie potrzebuje środka lokomocji do Szczecina. ”Jestem gotów zapłacić – pisał – ale nie mam dużo pieniędzy. Potrzebuję twojej pomocy”.  No to się zgłosiłam informując, że zawiozę go z towarzyszem podróży wyłącznie po kosztach. Ażeby go odebrać spod Kielc, zawieźć na miejsce i wrócić do siebie, zrobiłam 1700 kilometrów. To była najdłuższa moja trasa, ale też największa przygoda. Nie tylko zresztą moja. Zabrałam ze sobą jedną z córek, Martę. Obie wciąż wracamy do tamtych wspomnień i opowiadamy wszystkim, jak to Sébastien całą drogę grał na gitarze i śpiewał. Przemiły z niego człowiek. Wielbłąd też niczego sobie.

W roli luzaka na pokazie powożenia podczas zawodów TREC PTTK w Pajtuńskim Młynie. Powozi Wojciech Leończak; foto FAPA-PRESS

            Ciekawe, czy jeszcze kiedyś trafią się Annie tacy pasażerowie. Zawsze to przecież sympatyczne, gdy dzięki towarzystwu w koniowozie droga wydaje się krótsza, a praca lżejsza, zwłaszcza jeśli dzień w dzień ma się masę roboty. Anna nie narzeka na jej brak. Jak nie czas spędzany od czwartku do niedzieli w samochodzie, to trening ze swoimi dwoma końmi albo doglądanie trzydziestu owiec (kiedyś było siedemdziesiąt kóz), a do tego prowadzenie domu, bycie mamą i żoną. Kobieta pracująca.

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.