Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

TERAZ T.R.E.C.

Wsiadanie na konia, wprowadzanie go do przyczepy, pokonywanie wierzchem przeszkód wodnych, przejazd przez mostek… to zaledwie kilka spośród kilkudziesięciu umiejętności, które trzeba posiąść, by uprawiać T.R.E.C. – konkurencję sportową dla koniarzy o zacięciu turystycznym. Zrodził się we Francji ponad trzy dekady temu; przed dwoma laty sprowadził go nad Wisłę najsłynniejszy kowboj RP, Alex Jarmuła. W październiku, w jego ośrodku FURIOSO w Starych Żukowicach, odbędą się w T.R.E.C. -u I Mistrzostwa Polski.

 

FOTO: FAPA-PRESS

                                       

Wsiadanie na konia, wprowadzanie go do przyczepy, pokonywanie wierzchem przeszkód wodnych, przejazd przez mostek… to zaledwie kilka spośród kilkudziesięciu umiejętności, które trzeba posiąść, by uprawiać T.R.E.C.  – konkurencję sportową dla koniarzy o zacięciu turystycznym. Zrodził się we Francji ponad trzy dekady temu; przed dwoma laty sprowadził go nad Wisłę najsłynniejszy kowboj RP, Alex Jarmuła. W październiku, w jego ośrodku FURIOSO w Starych Żukowicach, odbędą się w T.R.E.C. -u I Mistrzostwa Polski.

 

NA ZAWODACH; FOTO Z ARCHIWUM ALEKSA JARMUŁY

Lata dziewięćdziesiąte ubiegłego stulecia. W Gładyszowie znanym ze słynnej ścieżki huculskiej odbywa się kurs przodowników górskiej turystyki konnej. Wykładowcami są m.in. Francuzi, wśród uczestników Alex Jarmuła. Oto fragment ich polsko-francuskiego dialogu.

–        To przecież T.R.E.C.!

–        Nie, to ścieżka huculska! – oponuje Alex

–        Ale co ty mówisz, to T.R.E.C.!

–         Nic podobnego; mówię wam, że to ścieżka!

–         No to sobie zobacz – replikował André Granche, Prezydent Francuskiej Federacji Turystyki Konnej i wyjął z kieszeni regulamin T.R.E.C.- u,  konkurencji jeździeckiej kompletnie wówczas w Polsce nieznanej.

Alex Jarmuła z niedowierzaniem kartkował przepisy strona po stronie, przyglądał się rysunkom, po czym przyznał:

–        Podobne, rzeczywiście podobne.

–         A widzisz! – podsumował dyskusję drugi Francuz, Tonni Del Rosso trener i mistrz świata w T.R.E.C. – u – tylko u nas nikt nie buduje przeszkód ze starych opon samochodowych…

–         …które w zestawieniu z przepięknym górskim krajobrazem, wyglądają, jakby ktoś komuś chciał zrobić na złość – tego już Alex nie powiedział, ale pomyślał i myśli po dziś dzień, ilekroć koszmarna sceneria ukazuje mu się przed oczyma.

TRENING, NA ZDJĘCIU ZAWODNICZKI FURIOSO:  ZUZANNA JARMUŁA i ALICJA KULA ( z tyłu); FOTO FAPA-PRESS

Francuzi i Alex z miejsca przypadli sobie do gustu. A gdy obcokrajowcy zobaczyli jeszcze, ile potrafi, od razu stał się ich prawą ręką i ku zdumieniu kursantów poprowadził część zajęć praktycznych. Ku zdumieniu, bo gdy tylko Alex przybył do Gładyszowa w „służbowym” ubraniu I kowboja RP, wszyscy patrzyli na niego wilkiem. Nikt z nim nie chciał rozmawiać, omijano go szeroki łukiem, a on nie miał pojęcia czemu. Wkrótce dowiedział się od Stanisława Chomiczewskiego, znanego malarza koni:

–        Ty, kowboj! Albo się ubierzesz jak człowiek, albo będziesz siedział sam i nikt z tobą wódki pić nie będzie.

–        No to się przebrałem, włożyłem oficerki; w końcu klasyczny styl też nigdy nie był mi obcy. Towarzystwo jednak zaakceptowało mnie dopiero, gdy zobaczyło, jak dogaduję się z końmi.

TRZEBA NIE TYLKO NIEŹLE TRZYMAĆ SIĘ W SIODLE, ALE TEŻ UMIEĆ CZYTAĆ MAPĘ; FOTO Z ARCHIWUM A.J.

Niektórzy może nawet dopiero wtedy przekonali się, że nie szata zdobi człowieka. Francuzi w przeciwieństwie do naszych, nie dość, że poznali się na Jarmule na dzień dobry, to wkrótce po kursie przysłali mu, jako jedynemu Polakowi, zaproszenie do udziału w pierwszych Mistrzostwach Świata w T.R.E.C.- u 1997, w alpejskiej miejscowości Amberville. Alex co prawda długo rozszyfrowywał tekst owego zaproszenia, bo nadawcy byli na tyle eleganccy, że sami przetłumaczyli je na język polski, niestety chyba przy pomocy komputera.

PRZEJŚCIE PRZEZ MOSTEK – TEN AKURAT JEST WISZĄCY, WIĘC CAŁY ” CHODZI” , JEŚLI JEDNAK KOŃ MA ZAUFANIE DO JEŹDŹCA, PÓJDZIE ZA NIM W OGIEŃ… JAK  ZA ALĄ KULĄ; FOTO: FAPA-PRESS

–        Wynikało, że zapraszają mnie na „pierwszy światowy marsz współbiegania koniarzy”. Na szczęście w miarę szybko połapałem się w czym rzecz i wtedy… zaczęły się schody. Potrzebowałem sponsorów, chodziłem od Annasza do Kajfasza aż usłyszałem: takie mistrzostwa to sobie możesz zrobić za stodołą. Nie zrobiłem, ale i nie pojechałem. Jedno dobre, że organizatorzy przysłali mi masę materiałów instruktażowych, regulaminy, zasady udziału w tego typu zawodach. Czytałem, studiowałem, analizowałem. Najpierw, i to już dobrych parę lat temu, stworzyłem na ich podstawie test, według którego wierzchowcom nadaje się tzw. Licencję Konia Turystycznego. Zwierzę otrzymuje określoną liczbę punktów za zachowanie w terenie, reakcje psychiczne, stan zdrowia. Końcowa nota daje nam całościowy, niemal idealny obraz jego przydatności do współpracy z człowiekiem w tym m.in. właśnie z turystami. To wbrew pozorom bardzo istotny sprawdzian. Nie każdy koń, abstrahując od względów weterynaryjnych, nadaje się do obcowania z jeźdźcami reprezentującymi zróżnicowany poziom umiejętności.

Z opracowaniem testu musiał się śpieszyć, bo istniała po temu rzeczywista potrzeba – liczba jeźdźców rośnie lawinowo. Z adaptacją T.R.E.C. – u na warunki polskie wypadało natomiast poczekać do czasu, kiedy turystykę konną ograniczoną przede wszystkim do wycieczek organizowanych przez właścicieli ośrodków jeździeckich, wyprze turystyka indywidualna. Właśnie przyszedł jej czas. Coraz więcej ludzi, i to w średnim wieku, może pozwolić sobie na podróżowanie z własnymi końmi – wiozą je koniowozami w określone miejsce, a dalej już w siodle ruszają na szlak. Ażeby jednak para koń-jeździec czuła się bezpiecznie, musi sporo umieć. T.R.E.C. jest właśnie znakomitym sprawdzianem.

FOTO Z ARCHIWUM A.J.

Rozgrywa się go w ciągu dwóch dni. Jeden przeznaczony jest na bieg na orientację (faza POR).  Zawodnicy mają dotrzeć do określonego celu w określonym czasie posługując się mapą i kompasem czy busolą. Wolno im też mieć przy sobie telefon komórkowy i GPS, ale tych urządzeń używać wyłącznie w sytuacjach ekstremalnych. Stąd, kiedy wyruszają na trasę, pomoce te zostają zapakowane i zaplombowane.

W drodze zawodnicy mają obowiązek stawiać się w punktach kontrolnych, których gospodarzami są sędziowie i lekarze weterynarii. Na końcu próby terenowej konie poddawane są badaniom lekarskim.  Jeśli tętno wierzchowca nie mieści się w normie, zostaje on zdyskwalifikowany.

Drugiego dnia sprawdzianu odbywa się próba terenowa (faza PTV): „turyści”  pokonują 16 przeszkód wybranych przez organizatorów z zestawu 35. Zawodnik musi m.in. pozostawić swobodnego konia 6 metrów od siebie na 10 sekund; przeprowadzić go w ręku przez różne przeszkody; cofnąć w korytarzu długości 8 metrów i szerokości 80 centymetrów. W drugiej części konkursu rozgrywanego tego samego dnia, należy zaliczyć test kontroli tempa (faza M.A.) polegający na pokonaniu odcinka 150 metrowego i szerokiego na około dwa, najpierw jak najwolniejszym galopem a następnie, jak najszybszym stępem.

–        Taki test mówi nam wiele o jeźdźcu i koniu, ich umiejętnościach i wzajemnym porozumieniu – komentuje Alex Jarmuła. – A porozumienie, partnerstwo w parze z koniem jest niezwykle ważne, decyduje o satysfakcji obu stron, zaufaniu, jakim koń obdarza człowieka i odwrotnie. Istotne, by móc liczyć na konia w każdej sytuacji. Ileż razy zdarza się, że właściciele zachwalają na prawo i lewo swoje wierzchowce zapewniając, że te są znakomicie ułożone i niczego się nie boją, a w praniu okazuje się, iż ani nie przejdą przez kałużę, ani np. nie wejdą do lasu. Cóż więc za frajda z obcowania z takim zwierzem? Toż to istna męka. Dla konia także!

JESZCZE TYLKO JEDEN HOP… I IDZIEMY NA OBIAD; FOTO: FAPA-PRESS

 

T.R.E.C. otwarty jest dla przedstawicieli wszystkich stylów jazdy – od klasycznego przez dowolny po westernowy. Nie stawia ograniczeń w zakresie doboru rasy konia, czy używanego sprzętu (z wyjątkiem części ekwipunku wymienionych w regulaminie, jako zabronione). Konkurencja wymaga od uczestników odpowiedniego wyszkolenia, które procentuje nie tylko przy okazji zawodów, ale w codziennym jeździeckim życiu. Jest adresowany do młodzieży od 14 lat, ale też jeźdźców bardziej zaawansowanych wiekiem. Dzięki niemu poprawia się jakość koni rekreacyjnych i turystycznych, wzrasta poziom umiejętności jeździeckich turystów konnych. Nie każdy przecież widzi się w sporcie wyczynowym. T.R.E.C. daje możliwość rywalizowania, ale też permanentnego podnoszenia umiejętności. Mało tego, wskazuje, kto posiadł wystarczające, aby już zostać przodownikiem turystyki konnej, a kto powinien się jeszcze podszkolić. T.R.E.C. to także oferta dla klientów zagranicznych. Jeśli za sprawą m.in. Komisji Turystki Konnej PTTK, ale też prasy, radia i telewizji, rozejdą się w świat wieści, że w Polsce mamy zaplecze do uprawiania tej dyscypliny – w tym dobre, sprawdzone wierzchowce, to staniemy się atrakcyjni dla koniarzy z innych krajów.

–        Warto więc inwestować w rozwój tej dziedziny turystyki kwalifikowanej – podsumowuje Alex Jarmuła – o prawdziwości moich słów niech świadczy, że np. Francuzi utworzyli wydział T.R.E.C.-u na wyższej uczelni.

Piotr Dzięciołowski

***

Po raz pierwszy startowano w T.R.E.C.-u we Francji w roku 1970. Dziś konkurencja ta jest bardzo popularna w Wielkiej Brytanii, w Kanadzie, w Australii, w krajach Unii Europejskiej a nawet w RPA. W Polsce zaistniała dopiero w 2011 roku pod nazwą T.R.E.C. PTTK jako jedna z wielu form aktywności Komisji Górskiej Turystyki Jeździeckiej. Instytucją zarządzającą T.R.E.C. w zakresie międzynarodowym jest F.I.T.E.  (Federation Internationale de Tourisme Eqestre,  strona  internetowa  www.fite-net.org).

Aktualny regulamin T.R.E.C. znajduje się na stronie Górskiej Turystyki Jeździeckiej PTTK

 

 

 

 

    Print       Email

Dodaj komentarz

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.