Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  Konie w filmie  >  Bieżący Artykuł

NAWET MNIE NIE MUSNĄŁ

Ze wspomnień KAZIMIERZA KACZORA

KAZIMIERZ KACZOR; Foto: FAPA-PRESS

Ze wspomnień KAZIMIERZA KACZORA

Z pięknym i dużym siwym ogierem Atamanem, którego dosiadałem w Polskich drogach (1976), dogadaliśmy się przy pierwszym spotkaniu. Zadziałała jakaś chemia, coś, co podpowiadało, będzie dobrze! I rzeczywiście. Bez najmniejszych spięć zagraliśmy razem wiele scen i – uwaga, tu wchodzimy w zakres uczuć wyższych – pokochałem Atamana całym sercem. Na tę wyjątkową miłość zasłużył sobie szczególnie w ujęciu, które będę pamiętać chyba zawsze: Pododdział strzelców konnych podjeżdża pod niewielki pagórek, z którego rozciąga się widok na nieprzyjaciela. Dowódca, Władysław Niwiński (Karol Strasburger) oraz Jan Kuraś, czyli ja, zsuwamy się ostrożnie z siodeł i trzymając w ręku wodze, podczołgujemy do wyznaczonego punktu. Jest głośno, bez przerwy wybuchają pociski, słychać strzelaninę. Scenę próbowaliśmy wielokrotnie, aż dziw, że ciągła kanonada, nie robiła na koniach żadnego wrażenia. Kiedy jednak kamera ruszyła, nastąpił niespodziewany, a potężny wybuch za plecami zwierząt. Ten dodatkowy efekt wymyślił w ostatniej chwili pirotechnik, co prawda pomysł uzgodnił z reżyserem, ale ani nam, ani koniom nic nie powiedział. Wierzchowce wystraszyły się okropnie. Ataman stanął dęba, uniósł mnie za wodze i spoglądając czerwonym okiem w moje, pewnie równie czerwone z przerażenia, przebierał w powietrzu przednimi kopytami. Wyraźnie szukał miejsca, gdzie je postawić, by nie zrobić mi krzywdy. Wycelował idealnie, między rękę a tułów, nawet mnie nie musnął. Strzał w dziesiątkę. Dopiero potem odbił się z tylnych nóg i popędził, co sił, w pole.

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.