Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

TAM GDZIE PASĄ SIĘ CYGAŃSKIE KONIE

Aldona Skirgiełło: hodowczyni koni cygańskich, amazonka z międzynarodowym bagażem wyścigowym. Wykształcenie wyższe zdobyła w Cambridge; kierunki: hipolog i specjalista przemysłu wyścigowego. Ma siedemnaście koni i pięćdziesiąt kóz rasy British Toggenburg. Samotnie wychowuje czteroletniego syna Witolda. Aldona Skirgiełło, jako druga w rodzie, urodziła się po zachodniej stronie Bugu, w Warszawie. Dopiero jej synek nawiązał do rodzinnych tradycji i przyszedł na świat w Siemiatyczach – po stronie dla Skirgiełłów właściwej. A pierwszą, która ową tradycję złamała, była mama Aldony, także Aldona. Złamała z powodów prozaicznych: jej mama – również Aldona – wróciła do Polski w ramach repatriacji po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.

Aldona Skirgiełło: hodowczyni koni cygańskich, amazonka z międzynarodowym bagażem wyścigowym. Wykształcenie wyższe zdobyła w Cambridge; kierunki: hipolog i specjalista przemysłu wyścigowego. Ma siedemnaście koni i pięćdziesiąt kóz rasy British Toggenburg. Samotnie wychowuje czteroletniego syna Witolda.
Na pastwisku. Fot. Aldona Skirgiełło.
Gmina Nurzec-Stacja pod granicą z Białorusią. Do gospodarstwa Aldony Skirgiełły prowadzi bita, dziurawa droga. Samochód trzęsie, jakby jechał po tarce. Leje deszcz, koleiny pełne wody i błota. Domów jak na lekarstwo, w tym i tak część opuszczonych. Na horyzoncie żywej duszy.

            – Na koniec świata Panią wyniosło – żartujemy. 

            – Żeby nie granica, osiedliłabym się jeszcze dalej. Od zawsze ciągnęło mnie na wschód, do moich litewskich korzeni.

Korzeni nie byle jakich. Jej przodek Iwan Skirgiełło był przyrodnim bratem Władysława Jagiełły. To on w 1385 roku pojechał do Krakowa prosić Jadwigę o rękę dla Władysława. Jak wiemy z historii, misja się powiodła.

            Aldona Skirgiełło, jako druga w rodzie, urodziła się po zachodniej stronie Bugu, w Warszawie. Dopiero jej synek nawiązał do rodzinnych tradycji i przyszedł na świat w Siemiatyczach – po stronie dla Skirgiełłów właściwej. A pierwszą, która ową tradycję złamała, była mama Aldony, także Aldona. Złamała z powodów prozaicznych: jej mama – również Aldona – wróciła do Polski w ramach repatriacji po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.     

Ecogypsy Teddy Bear. Fot. FAPA-PRESS.

I co ciekawe, wszystkim trzem paniom po drodze było z końmi. W domu dużo się o nich mówiło. Aldonę z Podlasia jeździectwem zaraziła mama. Sama trenowała pod okiem olimpijczyków Jana Kowalczyka (1941-2020) i Mariana Babireckiego (1933-1985). Regularne lekcje w siodle dziewczynka zaczęła brać w wieku sześciu lat. Jeździła w podwarszawskim LZS „Stajnia” w Pyrach. Dosiadała tam ulubionego srokatego Apacza z przeszłością cyrkową. To właśnie wtedy zamarzyła sobie, że jak dorośnie, założy „srokatą stadninę”.

– Niestety z chwilą likwidacji ośrodka w roku 1986 albo 87, właściciele sprzedali konie na mięso do Włoch. Apacza również.

            I tak rozpoczął się kolejny „koński” etap w życiu Aldony. Zaczęła jeździć na służewieckim torze wyścigowym. Jednocześnie studiowała prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Zapewne odezwały się geny pradziadka, który przed wojną był Prezesem Sądu w Grodnie. Miłość do koni okazała się jednak silniejsza. Dziewczyna zrezygnowała z wkuwania paragrafów i po osiemnastu służewieckich sezonach wyjechała na osiem lat do Anglii. Oczywiście do stajni wyścigowej. Codzienne obowiązki stajenno-trenerskie dzieliła ze studiami. Wiedzę miała w jednym palcu, więc nauka przychodziła jej z łatwością. Radykalnie zmieniła za to swój stosunek do wyścigowej rzeczywistości.

Na Służewcu. Fot. arch. domowe AS.

            – W Polsce każdy trener wymagał od jeźdźców, by informowali go o wszelkich nieprawidłowościach w zachowaniu konia, ewentualnych dolegliwościach podczas spacerów i w trakcie galopów. Nie do pomyślenia było, by któryś bagatelizował nasze spostrzeżenia. W Anglii byłam zszokowana, gdy jeden z ichniejszych czołowych trenerów Newmarket, zadawszy pytanie jak koń? oczekiwał tylko jednej odpowiedzi: OK. All right! I tak mu wszyscy odpowiadali nawet wówczas, gdy koń kulał na trzy nogi. Tylko ja mówiłam zawsze prawdę, co było poczytywane za afront.

            – Chce Pani powiedzieć, że kulawe konie brały udział w gonitwach?

            – Tak. Wzywano weterynarza, ten aplikował blokady i na tor! Ważne było, żeby koń zarobił na swoje utrzymanie, nic innego się nie liczyło. Traktowano go niczym armatnie mięso. Z tego powodu przestałam kochać wyścigi. Wróciłam do Polski. Był rok 2017.

Takich kóz rasy British Toggenburg Aldona Skirgiełło ma w gospodarstwie pięćdziesiąt. Fot. FAPA-PRESS.

            Ale nie wróciła sama. Przyjechała z mężem Fredem Samuelsem, brytyjskim Cyganem i zwierzętami, które hodowali w Wielkiej Brytanii. Osiedli w Wyczółkach na Podlasiu wraz z owcami, kozami, alpakami, krową i końmi, w tym końmi rasy cygańskiej – Traditional Gypsy cob. Mieszkali bez prądu, wodę czerpali ze studni, żyli z naturą za pan brat. Niestety niemożność powiększenia gospodarstwa, dokupienia ziemi sprawiło, że zaczęli szukać dla siebie innego miejsca. Znaleźli je w przygranicznej gminie Nurzec-Stacja. Trzy miesiące po przeprowadzce wydarzyła się tragedia: Fred zmarł. I choć Aldona została sama, podjęła rękawicę i nie zrezygnowała z hodowli. W dalszym ciągu prowadzi tam m.in. wymarzoną w dzieciństwie stadninę srokaczy – cygańskich koni, z których większość jest tak właśnie umaszczona. To dzięki niej i Fredowi konie tej rasy – Traditional Gypsy cob – znalazły się w Polsce. 

Cała naprzód. Fot. Aldona Skirgiełło.

            – Ojciec mojego szwagra już w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku miał najlepszą hodowlę tych koni. To rasa stosunkowo młoda, uznana przez brytyjski odpowiednik naszego ministerstwa rolnictwa dopiero w roku 2012. Wcześniej, nim mianowano je oficjalnie końmi cygańskimi, ich twórcy i hodowcy romscy mówili o nich proper cob  – prawidłowy koń. Inni, nie Cyganie, nazywali je Gypsy horse, Gypsy cob (koń cygański).

Wracamy do stajni. Fot. FAPA-PRESS.

            – Wielu rodzimym koniarzom wydaje się, że Tradycyjny Koń Cygański to nic innego jak tinker.

            – Nie, to błąd! Ludzie myślą, że jak srokacz z owłosionymi pęcinami, a do tego pochodzi z Anglii, to na pewno tinker. Romowie nigdy by tak nie nazwali wyhodowanej przez siebie rasy ze względu na znaczenie samego słowa. Co prawda początkowo mianem tinkera określano naprawiacza domowych sprzętów, ale z czasem przylgnęło ono do ludzi z marginesu, właśnie do Travellers – potomków Romów europejskich przybyłych na wyspy brytyjskie w XVI wieku.

Good Holmes Stallion Called Paleface.

            – Tradycyjny Koń Cygański ma, jak się wydaje, same plusy.

            – Pewnie, że tak. Dlatego je hoduję. To konie, którym ledwie pierwszy raz założy się siodło, a  po chwili chodzą pod człowiekiem, jakby robiły to od zawsze. Podobnie z przyuczeniem do zaprzęgu. Raz, dwa  i stępują w szorach, jakby zaliczyły ileś szkoleń. Polecam je wszystkim, którzy nie myślą o wielkim sporcie, ale jeżdżą na spacery i długie rajdy. Wszystkim bez względu na wiek. Tym dużym i tym bardzo małym. Bo Tradycyjny Koń Cygański to NAJLEPSZY KOŃ RODZINNY.

            Konie końmi, ale Aldona Skirgiełło ma jeszcze pasję pisarską. Jedną powieść niedawno skończyła – czekamy na druk, dwie kolejne właśnie powstają. Będzie w nich o miłości, o wyścigach, o życiu. Jesteśmy ciekawi, o czym jeszcze. Czekamy!                                                                                                                (HNK)

PS Kilka dni temu, 3 marca ruszył w TTV nowy program Żony Podlasia. Jedną z bohaterek jest Aldona Skirgiełło. Kolejne odcinki: 10, 17, 24 i 31 marca. Polecamy także reportaż zrealizowany w Wyczółkch Dona:  https://bialystok.tvp.pl/21516702/dona

                                                           ***

O TRADYCYJNYCH KONIACH CYGAŃSKICH

Portret zbiorowy Tradycyjnych Koni Cygańskich. Fot. Aldona Skirgiełło.

Rasa koni cygańskich narodziła się w okresie pierwszej Wojny Światowej, kiedy prowadzono selekcję wierzchowców na front. Wojsko odrzucało wszelkiego typu srokacze, w tym srokate shire, bo te nie pasowały do wzorca i nie były wpisywane do ksiąg stadnych. Korzystali na tym Cyganie potrzebujący koni spokojnych, silnych i tanich w utrzymaniu. Zaskoczeniem dla wielu będzie zapewne informacja, że shire sprzed stu lat były niskie, krępe i miały małą głowę.

Shire w dawnym typie. Fot. ze zbiorów AS.

Z łączenia pozyskiwanych koni wyhodowano tego uniwersalnego, wzrostu od 130 do około 150 centymetrów, nadzwyczaj opanowanego; do jazdy i do zaprzęgu. Są odporne i długowieczne. Żyją ponad trzydzieści lat. I choć pochodzą od srokaczy, występują we wszystkich maściach podstawowych.  Charakteryzują się bujną grzywą, bujnym ogonem i niezwykle obfitymi szczotkami pęcinowymi, które zaczynają się już w okolicy kolana bądź stawu skokowego i opadają na kopyto, całkowicie je zakrywając.

.

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.