Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

PRZYCZEPA NIE MUSI BYĆ STRESOGENNA (17)

W dzisiejszym odcinku Jerzy Rubersz podpowiada, jak przygotowywać konia, by bez obaw wchodził do przyczepy.

Foto: FAPA-PRESS

Foto: FAPA-PRESS

Jerzy Rubersz: z wykształcenia historyk, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego, z zamiłowania koniarz, nauczyciel jazdy konnej w Technikum Hodowli Koni w Wolborzu, kaskader. W dzisiejszym odcinku podpowiada, jak przygotowywać konia, by bez obaw wchodził do przyczepy.

Prędzej czy później niemal każdy właściciel konia musi wprowadzić go do przyczepy. A to dlatego, bo jedzie na wakacje, na Hubertusa, na – odpukać – badania lekarskie, których nie da się wykonać w warunkach polowych… Konie sportowe oraz wykorzystywane do rozmaitych pokazów mają przejażdżki przyczepami we krwi. Dla większości naszych wierzchowców są to jednak sytuacje okazjonalne i często wiążą się z ogromnym stresem.

Proszę pamiętać, że dla tych sportowych czy pokazowych też kiedyś był pierwszy raz. Powtarzają jednak tę umiejętność czasem nawet kilka razy w miesiącu, wchodzą do przyczepy, jak do boksu – traktują więc tę czynność, jak coś powszedniego. Inaczej z końmi, które robią to bardzo rzadko i między podróżami nie mają żadnego kontaktu z przyczepą. To zresztą duży błąd. Jeśli bowiem z koniem nigdzie się na razie nie wybieramy, to i tak powinien co kilka tygodniu wchodzić do wnętrza bukmanki przynajmniej na parę minut. On wchodzi, my zamykamy trap, czekamy, otwieramy, on wychodzi.

_DSC7098

Foto: FAPA-PRESS

Najpierw jednak trzeba go w ogóle nauczyć wchodzenia.

– Szkolenie należy zaczynać jak najwcześniej, najlepiej już w okresie źrebięcym. Doskonałym, niezastąpionym nauczycielem jest wtedy matka, za którą źrebak pójdzie, jak w dym. Jeśli wprowadzamy dwa konie, to przodem puszczamy zawsze tego bardziej doświadczonego. Na ogół, choć nie zawsze, taki tandem działa jak matka i źrebak. Dobrym sposobem na przygotowywanie koni do wchodzenia do przyczepy jest też zostawienie jej na jakiś czas otwartej na pastwisku. Konie – z natury ciekawskie – będą zaglądać do wnętrza. Warto wrzucić tam trochę siana albo garść owsa. Na początku w miarę blisko wejścia, z każdym dniem coraz dalej. Dla owsa koń zrobi wszystko, wielce więc prawdopodobne, że w końcu wejdzie do przyczepy cały. Ja zresztą nawet doświadczonym, przywykłym do przyczep wierzchowcom, zawsze stawiam napełniony paszą żłób, ale nie po to, by je przekonywać do wejścia, a nagradzać. Świadomość premii sprawia, że wchodzą chętniej.

Znacznie trudniej z tymi, które jeszcze nigdy nie wchodziły.

– Najgorsze, co można zrobić, i niestety tak wielu robi, to zmuszanie konia siłą. Bijąc, krzycząc, szarpiąc… niczego nie osiągniemy. Nawet jeśli uda się nam w taki sposób załadować konia do przyczepy, to następnym razem będzie znacznie trudniej. Zwierzę zapamięta, jak mu było źle i jeszcze bardziej będzie się bało, w konsekwencji stawiało większy opór. Najważniejsze więc zagwarantować mu spokój. Nasze opanowanie i cierpliwość to połowa sukcesu. Nie ładuje się konia w pięć minut, bo np. towarzyszy nam pośpiech, jesteśmy spóźnieni, pali się nam grunt pod nogami. Co to konia obchodzi! Jeśli potrzebuje godziny, to dajmy mu tę godzinę, jeśli dwóch – dajmy dwie. Niech sobie obwącha przyczepę, niech ma czas, by się przekonać, że nic mu nie grozi.

Istotne w podobnych sytuacjach okazują się wzajemne relacje jeźdźca i konia.

– Jak najbardziej. Zaufanie jest podstawą wszelkich manewrów czy to z siodła, czy z ziemi. Moje wierzchowce – to oczywiście efekt systematycznej pracy z nimi w roundpenie, ale także w terenie – wchodzą do przyczepy same albo ze mną, ale nie muszę ich nawet prowadzić na wodzach, czy na uwiązie. Idą, jak za matką.

Takiej współpracy z koniem nie polecamy; foto: FAPA-PRESS

Takiej współpracy z koniem nie polecamy; foto: FAPA-PRESS

Niebagatelne znaczenie dla zachowania koni podczas wchodzenia do przyczepy ma jej jakość.

– To bardzo ważna kwestia. Konie nie znoszą ciasnych pomieszczeń. Boksy też wolą duże. Im więc przyczepa większa i wyższa, tym koniowi wygodniej. Ja wprowadzając konia powiększam mu powierzchnię wyjmując albo odstawiając na bok parawan zwany przedzielnikiem. Dopiero kiedy zwierzę zajmie właściwą pozycję, przedzielnik wraca na swoje miejsce. Dobrze, jeśli przyczepa ma odpowiednio duże drzwi z przodu – wówczas opuszczając przyczepę, koń nie musi cofać. A takie cofanie wymaga treningów – chodzi tu przede wszystkim o bezpieczeństwo. To, że koń umie iść tyłem po ziemi jest czymś naturalnym, ale zupełnie innym, jeśli ma choćby krótki odcinek pokonać po nachylonym i zawsze trochę ruchomym trapie. Kilkaset kilogramów wagi robi swoje.

Im więcej ćwiczeń tym lepiej. Oczywiście nie każdy dysponuje przyczepą, można ją rzecz jasna zastępować na przykład stelażem osłoniętym plandeką, ale to jednak półśrodek. Przede wszystkim warto wypracowywać takie relacje z koniem, dzięki którym zwierzę nam zaufa. Wówczas wszystko staje się prostsze. Szkopuł tylko w tym, że droga do tego „prostszego” jest bardzo długa. (jpopr.)

    Print       Email

Dodaj komentarz

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.