Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

PAT, PAT… PATATAJ

FOTO:SdZ

Dwa lata temu, Pan X z Warszawy, w pensjonacie dla koni we wschodniej Polsce, wynajął kilka boksów. Wierzchowce odwiedzał w weekendy, regularnie płacił za ich opiekę i strawę. W kwietniu 2011 roku niespodziewanie przestał! Gospodarz hotelu nadal jednak zajmował się końmi licząc, że lada tydzień, lada miesiąc Warszawiak wróci i wywiąże się ze swoich zobowiązań. Niestety ten milczał, nie odbierał ani telefonów, ani listów poleconych. Właściciel pensjonatu natomiast coraz bardziej zapożyczał się na utrzymanie cudzych zwierząt. W końcu, po około dziecięciu miesiącach, stracił cierpliwość i .postanowił szukać pomocy w Urzędzie Gminy, na policji, w Straży dla Zwierząt w Polsce.

Podjęliśmy interwencję – mówi Mateusz Janda, Komendant Straży. –Niestety podobnie, jak policja, nie mogliśmy wiele wskórać. – Ta, co prawda jeden jedyny raz dotarła do Pana X, ale trudno mówić o zadowalających efektach tego spotkania. Warszawiak zobowiązał się, że nawiąże kontakt z gospodarzem pensjonatu najpóźniej w ciągu trzech tygodni. Nie nawiązał. Uznaliśmy więc, iż konie należy mu odebrać. Na prośbę Straży dla Zwierząt, Wójt wydał decyzję o tymczasowym przekazaniu nam stada. W lutym 2012 roku konie przewieźliśmy do zaprzyjaźnionych i współpracujących z nami stajni – od tego momentu ponosimy wszelkie koszty ich utrzymania. Aby jednak sprawę doprowadzić do szczęśliwego zakończenia, mieć możliwość przekazania koni np. do adopcji, złożyliśmy w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na porzuceniu. Ta jednak umorzyła dochodzenie.

FOTO: SdZ

Odwołaliśmy się więc do sądu, który oddalił naszą skargę nie dopatrując się w działaniu Warszawiaka niczego nagannego. Zdaniem wymiaru sprawiedliwości, podobnie jak prokuratury, właściciel koni wcale ich nie porzucił – co w świetle Ustawy o Ochronie Zwierząt byłoby przestępstwem zagrożonym karą do dwóch lat pozbawienia wolności – a pozostawił je pod opieką sąsiada. Sprawa nie ma więc znamion karnej, co najwyżej cywilnej. Ustna umowa, którą panowie zawarli obowiązuje i w świetle prawa ma swoją moc.
Właściciel pensjonatu może dochodzić racji przed sądem, żądać zwrotu poniesionych kosztów i ekwiwalentu za sprawowaną opiekę. Czy podejmie takie kroki, decyzja należy wyłącznie do niego.

Chcę mieć wreszcie spokój, a nie włóczyć się po sądach – powiedział nam prosząc o nie podawanie jego nazwiska. – Wystarczy, że całą tę historię w rodzinie odchorowaliśmy. Nigdy więcej nie dam się namówić na trzymanie cudzych koni. Będę prowadził wyłącznie ośrodek jeździecki, chętnych woził saniami albo bryczkami i zachwalał uroki okolicy. Tyle i tylko tyle mam w tej kwestii do powiedzenia. O sprawie chcę raz na zawsze zapomnieć.

Konie tymczasem wciąż należą do przedsiębiorcy ze stolicy, a Straż dla Zwierząt łoży na ich utrzymanie nie mogąc wykonać jakiegokolwiek kroku: ani sprzedać, ani przekazać w adopcję. Ponosi więc koszty (w ubiegłym roku 40 tys. złotych) ograniczając w ten sposób środki na ratowanie innych zwierząt. Taki stan może trwać w nieskończoność. Istny pat… patataj… Pat wynikający przede wszystkim z nieprecyzyjnych uzgodnień między stronami.. Wystarczyło spisać umowę i zawrzeć w niej punkt mówiący, iż nieopłacanie hotelu przez np. trzy miesiące skutkuje przejęciem koni przez właściciela pensjonatu; wówczas sprawy by nie było.
Swoją drogą trudno zrozumieć postępowanie Pana X. Jeśli nawet wpadł w tarapaty finansowe, mógł przecież sprzedać konie, ewentualnie wydzierżawić kilka, które zarobiłyby na pensjonat dla pozostałych. Dlaczego tego nie zrobił, nie mamy pojęcia; nie mamy też szans dowiedzieć się u źródła, jako że telefon wciąż nie odpowiada.
Piotr Dzięciołowski

Straż dla Zwierząt zwraca się z prośbą o pomoc w utrzymaniu koni. Wpłaty z dopiskiem „PORZUCONE KONIE” można kierować na konto nr 68 1090 1753 0000 0001 0806 5211 lub przekazać 1% swojego podatku dochodowego. (KRS 0000248947)

FOTO: FAPA-PRESS


    Print       Email

Jedna odpowiedź do “PAT, PAT… PATATAJ”

  1. Karol pisze:

    Co gorsza, to nie odosobniony przypadek. Znam takie dwa w podwarszawskich stajniach, W jednym, na szczęście po 1,5 roku zjawiły się właścicielki i zabrały konie. Poznałem je wcześniej, wyglądało, że życie oddały by za swoich podopiecznych, parę przepięknych Trakerów. Ale życie płata różne figle i pewnie je tez dosięgły. W drugim przypadku do dziś koń na utrzymaniu stajni.

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.