Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

KONIE NAS ZJEDNOCZYŁY

Mateusz Draus, przyszłoroczny maturzysta, miłośnik koni. Wiele lat trzymał się od nich z daleka i ani myślał zmieniać front. A wszystko przez… rodziców: Barbarę i Łukasza – właścicieli Ośrodka Jeździeckiego „Zaczarowane Wzgórze” w Czasławiu, w woj. małopolskim.

MATEUSZ DRAUS; Fot. FAPA-PRESS

Mateusz Draus, przyszłoroczny maturzysta, miłośnik koni. Wiele lat trzymał się od nich z daleka i ani myślał zmieniać front. A wszystko przez… rodziców: Barbarę i Łukasza – właścicieli Ośrodka Jeździeckiego „Zaczarowane Wzgórze” w Czasławiu, w woj. małopolskim.

 – Co po maturze?

– Może Akademia Wychowania Fizycznego. Nie jestem jeszcze zdecydowany. Sama jazda konna to mało, zwłaszcza jeśli ktoś, jak ja, dąży do doskonałości. A do tego nie wystarczą jedynie długie godziny w siodle, konieczna jest też sprawność fizyczna, której akurat AWF sprzyja z założenia. Już teraz, co drugi dzień chodzę na siłownię, jeżdżę na rolkach, na rowerze. Mam też odpowiednią dietę. Dzięki temu wszystkiemu nie obrastam tłuszczem, jak co poniektórzy nasi mistrzowie i nie obciążam ponad miarę moich koni. 

A ma ich trzy: Saurona, Ambicję i Foresta. Same małopolskie, bo tę rasę upodobał sobie przede wszystkim. Jak mówi: niewysokie, szybkie i zwinne. Czteroletniego Saurona dostał od rodziców na dzień dziecka, kiedy za końmi jeszcze nie przepadał.

Fot. FAPA-PRESS

– No nie przepadałem…. Rodzice byli zajęci organizacją Zaczarowanego Wzgórza, całe dnie zajmowali się Ośrodkiem i końmi. Czułem niedosyt, brakowało mi mamy, taty, a nie umiałem albo też nie chciałem tłumaczyć sobie, że jeśli rodzice chcą stworzyć coś, co ma ręce i nogi, to muszą temu poświęcać gros czasu.

Stosunek do koni zaczął zmieniać zaprzyjaźniając się coraz bardziej z jeźdźcami odwiedzającymi Zaczarowane.

Częściej przebywałem wtedy w stajni, spostrzegłem też, że konie lubią ze mną przebywać, ja coraz bardziej lubiłem być z nimi. I kiedy mama razem z naszą trenerką Marzeną Niewęgłowską ujeździły wówczas już pięcioletniego Saurona, powiedziałem: skoro to mój koń, to będę na nim jeździł. To był rok 2019, zaledwie dwa lata temu.

Pierwsze lekcje na lonży prowadziła mama. Syn po dziś dzień dziwi się, że nigdy nie podnosiła na niego głosu. Potem były lekcje z „zaczarowanymi” instruktorami, by w końcu pod palcatem Magdy Spanier zacząć trenować skoki. Najpierw dwa razy w tygodniu, potem cztery, osiem… Zaczął też szkolić się u Jerzego Krukowskiego.

– Trener krzyczał i miał rację. Pojechałem na profesjonalny trening niewiele umiejąc. Ale na kolejnym szkoleniu krzyczał już mniej i to był mój sukces!

Skakał więc sobie chłopak na Sauronie, startował w zawodach niskich klas, zajmował nawet I, II i III miejsca. Jak na ironię jego jeździeckiemu rozwojowi pomogła pandemia. Lockdown sprawił bowiem, że Ośrodek trzeba było zamknąć, ale przecież ktoś jednak w miejsce jeźdźców przychodzących regularnie na jazdy, musiał dosiadać koni. Tych było wtedy ze czterdzieści pięć. Mateusz jeździł więc czasem i po osiem godzin dziennie. Dobrze, że lekcje w szkole odbywały się zdalnie. Wkładał słuchawki i na koń. Galopując odpowiadał na pytania nauczycieli, rozwiązywał równania, oddawał się literaturze.

Fot. FAPA-PRESS

Na kilka tygodni przed 7 Międzynarodowymi Mistrzostwami w Jeździe Bez Ogłowia na Partynicach (IX 2021) mama Mateusza wraz z Marzeną Niewęgłowską wymyśliły, żeby chłopak spróbował w tych zawodach swoich sił. Przekonywały, że warto się pokazać, poczuć tę specyficzną atmosferę… i tyle albo aż tyle. O podium nikt przecież nie myślał.

–  Ja też nie myślałem, ale pomysł mi się spodobał i zacząłem pod okiem pani Marzeny przygotowywać się do dwóch konkurencji: skoków i traila. I kiedy już zostało kilka dni do Mistrzostw, mama, ale też inni instruktorzy, mówili, że to właściwie nie ma sensu, że nie powinienem jechać, bo mam bardzo skromne doświadczenie. To akurat była prawda – zaledwie dwuletnie – ale skoro powiedziałem „A”, postanowiłem powiedzieć i „B”.

         Pięć minut przed startem do zawodów skokowych spadł na rozprężalni z konia.

– Ale zaraz wsiadłem, nic mi się nie stało. Tylko pani Marzena, o czym dowiedziałem się później, podejrzewała, że upadek tak mnie zdołuje, że nie zaliczę nawet jednej przeszkody. Tymczasem nie zaliczyłem zaledwie jednej. Mieliśmy z Sauronem zrzutkę na przeszkodzie wysokości 110 centymetrów. Nigdy wcześniej takiej na cordeo nie skakałem. Zaledwie dzień przed zawodami zaliczyłem na treningu dziewięćdziesięciocentymetrową. To był na tamten czas mój rekordowy wynik. Ależ byłem zaskoczony, gdy okazało się, że przejazd wystarczył do zajęcia I miejsca. Obrastałem w piórka przyjmując gratulacje od bardzo znanych i zupełnie nieznanych jeźdźców.

            W trailu też poszło mu dobrze. Co prawda do finału wystartował z czwartego miejsca, ale zawody zakończył na drugim. Najgroźniejsze rywalki zaliczyły upadki, dzięki czemu on przesunął się w klasyfikacji. Teraz myśli już o tegorocznych mistrzostwach. Zapowiada – i hejnakon.pl jest pierwszy, któremu to powiedział –  że wystartuje też na cordeo w ujeżdżeniu i zrobi taki show, jakiego jeszcze nikt nigdy na Partynicach nie zaprezentował. W konkursie skoków, podobnie jak w ubiegłorocznych Mistrzostwach, wystąpi w różowym kostiumie – taki sobie wymyślił. Czekamy na wyniki.

Fot. FAPA-PRESS

Mateusz spędza w siodle każdą wolną chwilę. Przekonał się do koni na dobre i złe. Wiąże z nimi przyszłość. Ciekawe, czy dziś rodzice nie mają mu za złe, jak on kiedyś im, że tak mało go mają dla siebie?

– Konie nas zjednoczyły. Dzięki nim mamy kapitalne relacje, nie tylko rodzinne, także w jakiejś mierze koleżeńskie. I to jest fantastyczne.

Piotr Dzięciołowski

 

    Print       Email

2 odpowiedzi na “KONIE NAS ZJEDNOCZYŁY”

  1. Agnieszka Staśko pisze:

    Bardzo inspirujący wywiad. Wspaniały młody człowiek.

  2. Ludzik pisze:

    Mój idol

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.