Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

NIECH KOŃ (ISLANDZKI) ROZSTRZYGNIE

Konie islandzkie dzięki niewielkiemu wzrostowi używane były jako siła pociągowa w kopalniach – zwłaszcza brytyjskich i niemieckich, ale także polskich – islandzkim kucem był tytułowy „Łysek z pokładu Idy” w książce Gustawa Morcinka.
Na Islandię konie trafiły wraz z pierwszymi osadnikami. Przewieźli je tam ponad tysiąc lat temu Wikingowie burzliwym oceanem na odkrytych drakkarach (wiosłowo-żaglowy okręt). W efekcie kojarzenia rozmaitych ras zrodził się współczesny kuc islandzki. Od ośmiu wieków żaden z nich nie został (na terenie Islandii) pokryty przedstawicielem innej rasy. Zachowaniu czystości krwi sprzyjają wyspiarskie usytuowanie państwa oraz obowiązujący od roku 930(!) zakaz importu koni. Przepisy są tak ostre, że islandy, które wyspę opuściły, nie mogą już na nią wrócić. Wynika to z faktu, iż hodowane od wieków w całkowitej izolacji nie są odporne na infekcje. To dlatego zresztą nie wolno przywozić na wyspę używanych uprzęży oraz sprzętów końskich, by nie narażać zwierząt na komplikacje zdrowotne. Jakakolwiek epidemia mogłaby okazać się katastrofalna dla całej populacji.

 

TABUN KONI ISLANDZKICH; FOTO GRZEGORZ MICUŁA

Konie islandzkie dzięki niewielkiemu wzrostowi używane były jako siła pociągowa w kopalniach – zwłaszcza brytyjskich i niemieckich, ale także polskich – islandzkim kucem był tytułowy „Łysek z pokładu Idy” w książce Gustawa Morcinka.

 

ZIMOWA PRZEJAŻDŻKA KOŁO HVERAGERDI; FOTO GRZEGORZ MICUŁA

Jeśli w obecności tubylców ktokolwiek określi konia tej rasy mianem kuca, popełni spore faux pas i natychmiast usłyszy pełne oburzenia sprostowanie: to koń islandzki, nie żaden kuc! Przedziwne: kuce mierzą w kłębie do 148 centymetrów; koń islandzki ma tych centymetrów (według różnych źródeł ) od 123 do właśnie 148. Co kraj to obyczaj!

MALE TEŻ JEST PIĘKNE; FOTO GRZEGORZ MICUŁA

Na Islandię konie trafiły wraz z pierwszymi osadnikami. Przewieźli je tam ponad tysiąc lat temu Wikingowie burzliwym oceanem na odkrytych drakkarach (wiosłowo-żaglowy okręt). W efekcie kojarzenia rozmaitych ras zrodził się współczesny kuc islandzki. Od ośmiu wieków żaden z nich nie został (na terenie Islandii) pokryty przedstawicielem innej rasy. Zachowaniu czystości krwi sprzyjają wyspiarskie usytuowanie państwa oraz obowiązujący od roku 930(!) zakaz importu koni. Przepisy są tak ostre, że islandy, które wyspę opuściły, nie mogą już na nią wrócić. Wynika to z faktu, iż hodowane od wieków w całkowitej izolacji nie są odporne na infekcje. To dlatego zresztą nie wolno przywozić na wyspę używanych uprzęży oraz sprzętów końskich, by nie narażać zwierząt na komplikacje zdrowotne. Jakakolwiek epidemia mogłaby okazać się katastrofalna dla całej populacji. Koń islandzki, choć wrażliwy na bakterie i wirusy, doskonale przystosowywał się przez stulecia do surowego klimatu, jaki panuje na wyspie graniczącej z kołem podbiegunowym. Dzięki grubej sierści może cały rok przebywać na  pastwisku. Podczas zacinającego deszczu lub śniegowej zamieci islandy zbijają się w stado i ocieplają wzajemnie zwracając ogonami w kierunku wiatru. Mają minimalne wymagania żywieniowe, i rzec można, całe szczęście, bo roślinność na wyspie skąpa.

FOTO: GRZEGORZ MICUŁA

Wyspiarskie kuce cechuje niezależność, przyjazny stosunek do człowieka, ognisty temperament oraz co bardzo ważne, chęć do pracy. Są wygodne pod siodłem, zwłaszcza gdy poruszają się specyficznym dla siebie i nie męczącym ich, czterotaktowym (nie wymagającym anglezowania) töltem. Znane są również z dwutaktowego inochodu: szybkiego i płynnego, podczas którego jednocześnie unoszą obie nogi po tej samej stronie ciała (jak wielbłąd!). Osiągają prędkość przekraczającą 45 kilometrów na godzinę. Są niezastąpione na długich dystansach. Agencje turystyczne na Islandii proponują wycieczki konne, przy czym reklamują, że nawet ci, którzy nigdy nie dosiadali konia, mogą w takiej wyprawie uczestniczyć. Zachwalają kuce islandzkie jako stworzenia bardzo łagodne! Wycieczki trwają od kilku do dziesięciu dni. W programie zwiedzanie ciekawych miejsc na wyspie, całodzienne utrzymanie i noclegi. Niestety przyjemność taka jest bardzo droga. Ale coś za coś:  zwiedzanie Islandii na koniu to niezapomniane przeżycie i przygoda!

FOTO: GRZEGORZ MICUŁA

O ile w swojej ojczyźnie konie islandzkie przez wieki służyły głównie do podróżowania, o tyle w obecnych czasach wykorzystuje się je do wielu celów m.in. w sporcie zaprzęgowym, ujeżdżeniowym oraz w wyścigach. Kuce islandzkie doskonale sprawdzają się także jako konie „rodzinne”. Ze względu na swoją inteligencję i cierpliwość są idealnymi wierzchowcami do nauki jazdy. Niestety hoduje się je również na mięso –  odbiorcą jest przede wszystkim rynek japoński. Miejscową koninę można zjeść w niektórych islandzkich restauracjach.

FOTO: GRZEGORZ MICUŁA

 

W czasach pogańskich koń był dla mieszkańców wyspy zwierzęciem świętym. Często, kiedy Islandczycy nie mogli uzgodnić stanowiska w ważnych sprawach, rozstrzygano spór w oparciu o walkę ogierów – coś na kształt „sądu bożego”. Do dzisiaj pozostało powiedzenie „niech konie rozstrzygną”. Wypowiada się je nawet w parlamencie, gdy posłowie nie mogą uzgodnić wspólnego zdania.

FOTO: GRZEGORZ MICUŁA

Dziś na Islandii żyje ponad osiemdziesiąt tysięcy sympatycznych koników, a poza wyspą jeszcze więcej, bo około stu tysięcy. Najwięcej w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej zwłaszcza w Niemczech i Skandynawii. W Polsce także są hodowane m. in. w stadninie „Punktur” koło Lwówka Śląskiego oraz w stajni „Wiking” w Złotym Potoku koło Częstochowy.

Tekst i zdjęcia:

Grzegorz Micuła

Autor jest dziennikarzem i podróżnikiem, napisał  kilka przewodników turystycznych m.in. po Tunezji, Cyprze, Balearach, Wilnie i po Polsce.

 

 

 

    Print       Email

Dodaj komentarz

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.