Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

KONIE SĄ MĄDRE

Przy okazji kręcenia filmów zdarzają się na planach i za kulisami nieprzewidziane sytuacje.

Kadr z filmu Sami swoi; foto ze zbiorów JJ

Kadr z filmu Sami swoi; foto ze zbiorów JJ

 

Przy okazji kręcenia filmów zdarzają się na planach i za kulisami nieprzewidziane sytuacje. Jedne śmieszne, inne denerwujące, bywają też niebezpieczne. Bez względu jednak na ich ciężar gatunkowy są chętnie opowiadane. Oto kilka filmowych historyjek… z końmi w rolach głównych.   

 

Jerzy Janeczek; foto FAPA-PRESS

Jerzy Janeczek; foto FAPA-PRESS

ZROBIŁO MI SIĘ PRZYKRO

To iście kaskaderski numer. Jerzy Janeczek – odtwórca roli Witii w filmie Sami swoi (1967) – wskakuje na galopującego ogiera. Ten w trakcie szamotaniny staje dęba, co potęguje strach widzów. Nie od razu jednak reżyser Sylwester Chęciński pozwolił ówczesnemu studentowi Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej w Łodzi, odegrać tę trudną scenę. Uznał bowiem, że jest tak niebezpieczna, iż trzeba zlecić ją dublerowi.

Zrobiło mi się przykro. Tyle przygotowań, tyle treningów, zwłaszcza woltyżerskich w Książu i teraz wszystko miało być na nic. Nie wypadało mi jednak iść do Chęcińskiego i powiedzieć: a może pan zobaczy, jak jeżdżę. Rozegrałem to inaczej. Poprosiłem masztalerza z Książa, opiekuna śląskich wierzchowców sprowadzonych specjalnie na potrzeby filmu, ażeby zwrócił na mnie uwagę reżyserowi w momencie, gdy będę wyczyniał na koniu Bóg wie jakie sztuczki. Ustawiłem się z ogierem w zasięgu wzroku Chęcińskiego i dałem popis.

Reżyser pokiwał z uznaniem głową. Aktor tak mu zaimponował, że ten pozwolił mu odegrać scenę od początku do końca bez dublera. Jerzy Janeczek cieszył się jak dziecko. A jak poradził sobie z nie lada wyzwaniem, widzieliśmy na ekranie.

 

 

Marcin Kwaśny; foto: FAPA-PRESS

Marcin Kwaśny; foto: FAPA-PRESS

ESEMESY…

Nerwowe chwile przeżywał na planie tytułowy bohater filmu Pilecki (2015) Marcin Kwaśny.  W jednej ze scen prowadził szwadron ułanów. Konni jechali ostrym galopem wprost na kamerę umieszczoną na tzw. kranie – albo jak kto woli – na dużym, ruchomym statywie umożliwiającym filmowanie z wysokości kilku, a nawet kilkunastu metrów. W ostatniej fazie ujęcia, ów kran miał być podniesiony, by Pilecki i jego kompani mogli swobodnie pod nim przejechać. Ominięcie przeszkody nie wchodziło w grę. I kiedy ułani pędzili już co sił w kopytach, aktor spostrzegł kątem oka, że pracownik obsługujący kran jest zajęty wysyłaniem esemesów i nie patrzy na to, co dzieje się na planie.

Technik chyba usłyszał moje myśli, bo inaczej nie umiem tego wytłumaczyć. Zorientował się dosłownie w ostatniej chwili, rzucił na ziemię komórkę i kran podniósł. Odetchnąłem.

_DSC7789kp

Michał Szewczyk; foto: FAPA-PRESS

 KONIE SĄ MĄDRE

Tego galopu pod górę w Bodzentynie przy okazji zdjęć do filmu Barwy walki (1964), Michał Szewczyk nigdy nie zapomni. W drodze do zamkowych ruin pomylił dróżki między drzewami i zbyt wcześnie chciał skręcić.

            – Ściągnąłem wodze w odpowiednim kierunku, ale koń dalej szedł prosto. Zacząłem go nawet szarpać, bo przecież nie była to rekreacyjna przejażdżka, tylko ujęcie przed kamerą. Koń tymczasem ani myślał reagować. – Ależ uparty! – pomyślałem. Bez oporów skręcił za to w następną ścieżkę. I całe szczęście. Gdyby mnie posłuchał, stoczylibyśmy się w przepaść, a wtedy wątpię, czy któryś z nas wyszedłby z tego cało. Ta historia niezbicie dowodzi, jak konie są mądre.

 

Maciej Żurawski; foto FAPA-PRESS

Michał Żurawski; foto FAPA-PRESS

NAJLEPSZY KOŃ W „LENFILMIE”

W jednej ze scen rosyjsko-ukraińskiego filmu Taras Bulba (2009) Michał Żurawski wcielił się w husarza wjeżdżającego konno w tłum kozaków uzbrojonych w piki. Przed ujęciem dziwił się jednak, że owego manewru nie miały poprzedzić jakiekolwiek jeździeckie treningi, choćby przejażdżka na koniu, z którym przyjdzie mu grać. Właściciel wierzchowca stwierdził, że nie ma takiej potrzeby.

Wskoczysz, pojedziesz, a koń już będzie wiedział, co robić.

I wskoczył… z duszą na ramieniu. Co prawda zdawał sobie sprawę, że kozackie piki są gumowe, ale tak czy siak miał przecież wjechać w tłum i do tego walczyć na szable z innym aktorem.

Ruszyłem stępem i stała się rzecz niesamowita. Koń prowadził mnie, jak dziecko za rękę; kiedy czuł, że za bardzo przechylam się w jedną lub drugą stronę, sam się pode mnie podstawiał. Nigdy później nie siedziałem na tak inteligentnym zwierzęciu. Gdy „stępowe” ujęcia były za nami, reżyser polecił mi powtórzyć cały manewr galopem.

I znowu się udało!

– Już po wszystkim zapytałem właściciela konia: jak to jest, że wsiadam pierwszy raz na obcego wierzchowca i bez przygotowania kręcimy z powodzeniem scenę niosącą z sobą tak spore ryzyko?             

Bo to w rosyjskim „Lenfilmie” najlepszy koń – usłyszałem. – Jest niewidomy, zaufał człowiekowi i pójdzie z nim wszędzie, a do tego nauczył się tak balansować ciałem, by jeździec czuł się na nim bezpiecznie.

Piotr Dzięciołowski

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.