Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

NIE WIEM, CZY ŻYJĄ WASZE KONIE

Ewelina i Rafał Łoboccy. Ona gospodyni domowa i rodzinny koniuszy rodem ze słynnych Krojant. On kierowca ciężarówki…

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To była stodoła; foto: archiwum domowe EŁ

Ewelina i Rafał Łoboccy. Ona gospodyni domowa i rodzinny koniuszy rodem ze słynnych Krojant. On kierowca ciężarówki spędzający za kółkiem pięć dni w tygodniu. Mieszkają w jego rodzinnym Rytlu – miejscowości, która za sprawą sierpniowej nawałnicy stała się jedną z najbardziej znanych w Polsce. Mają trójkę dzieci, cztery konie, cztery koty, jednego psa oraz… dziurawy dach stajni i stos połamanych desek z przestronnej stodoły, którą wichura zmiotła z powierzchni ziemi.  

foto: archiwum domowe EŁ

Od lewej: Tosia, Rafał Łobocki, Marta i Agata; foto: archiwum domowe EŁ

            Ewelinie Łobockiej wystarczy, że jest z końmi na co dzień i znakomicie się wśród nich czuje. Nie ma potrzeby ich dosiadania, może kiedyś. Koniarzami z krwi i kości są jej mąż oraz córki: siedemnastoletnia Agata i czteroletnia Marta. Rafał Łobocki nie tylko jeździ wierzchem, kultywuje także tradycje pułkowe w Chojnickim Szwadronie Kawalerii im. 18 Pułku Ułanów Pomorskich. Jedynie syn Bartosz nie podziela pasji rodziców i sióstr; zajmuje się psem Spajkiem.

Foto: FAPA-PRESS

Codzienność; foto: FAPA-PRESS

            – Mąż od najmłodszych lat spędzał czas u sąsiada Kazimierza Argasińskiego –kultowej postaci na naszym terenie – i pod jego kierunkiem zdobywał jeździeckie szlify. Agata podobnie – miała półtora roku i już wyrywała się do stajni Kazika. Wtedy nie mieliśmy jeszcze własnych koni. Pierwszego kupiliśmy dziewięć lat temu. To zresztą zabawna historia. Rafał układa konie, znajomy przywiózł mu do ujeżdżenia Astorię. Mąż tak się do niej przywiązał, że ubłagał właściciela, by ten mu ją sprzedał. Z Corenliusem było podobnie. Już miał po naukach jechać do domu, już nawet był w przyczepie, ale Agata zaczęła tak bardzo płakać, że i jego odkupiliśmy. Wyasygnowałam oszczędności przeznaczone na remont domu. Teraz wszystkim pokazuję moje galopujące kafelki. Mamy jeszcze Dodę i szetlandkę Tosię dla Marty. A Astoria urodzi nam wiosną źrebaka.      

Ewelina Łobocka z Corneliusem; foto: FAPA-PRESS

Ewelina Łobocka z Corneliusem; foto: FAPA-PRESS

             Przez kilka lat zwierzęta mieszkały w stajni koło domu. Nie były to jednak warunki optymalne, zwłaszcza dla aż czterech koni… no powiedzmy trzech i pół. Niewielki teren wokół budynku ograniczał wybieg. Łoboccy szukali więc w pobliżu jakiegoś gospodarstwa, do którego mogliby konie przeprowadzić. Znaleźli kilka ulic dalej. W tym roku, w połowie maja nastąpiło uroczyste otwarcie nowej stajni z eleganckimi boksami autorstwa Henryka Twardokusa, lokalnej złotej rączki. Miejscowy proboszcz, ksiądz Sylwester Bąk – także koniarz ­– poświęcił obiekt, a gospodarze cieszyli się z kolejnego kroku w swoim jeździeckim życiu.

IMG_6112

Otwarcie stajni; foto: archiwum domowe EŁ

TRZY MIESIĄCE PÓŹNIEJ

Dach stajni; foto: archiwum domowe EŁ

Dach stajni; foto: archiwum domowe EŁ

Jest 11 sierpnia 2017 roku. Dzień jak dzień. Rafał Łobocki w trasie, jego żona a to w domu, a to w stajni. Około dwudziestej kładzie Martę spać i wraz ze starszymi dziećmi siada przed telewizorem. Deszcz leje coraz bardziej, błyska się i grzmi. Burza z minuty na minutę przybiera na sile. Nagle robi się ciemno, awaria prądu. Wtem słychać, jak po ścianie komina wdziera się do domu masa wody i błota. Okazuje się, że wichura wyrwała okno w dachu. Gospodyni nim jednak weźmie się do sprzątania, idzie jeszcze z latarką na obchód podwórza. Musi zobaczyć, czy burza nie spowodowała poważniejszych uszkodzeń. Samochód cały tylko dziecięca trampolina odfrunęła gdzieś, nie wiadomo gdzie. Zmęczona i uspokojona, idzie do sypialni. Nie zdąży jednak zasnąć, gdy pod dom zajeżdża sąsiad:

– Ubieraj się! Jedź do stajni. Tam jest masakra. Nie wiem, czy wasze konie żyją.

_DSC5898-1aaaaaaaa

Połowa dachu stajni sfrunęła; foto: FAPA-PRESS

             – Po chwili jestem na miejscu. Połowa dachu nad stajnią zerwana, stodoły nie ma. Ostała się tylko podwalina. Reszta rozproszona w promieniu kilkudziesięciu metrów, na ulicy, na sąsiednich podwórkach. Ogrodzenie pastwisk połamane. Na szczęście konie całe, tylko przerażone. Przeżyły taką traumę, że przez tydzień w ogóle się nie odzywały. Wcześniej wystarczyło, by usłyszawszy warkot silnika naszego samochodu, rżały na powitanie. Koty, które najpierw w panice uciekły, wróciły całe i zdrowe. Pomyślałam: nie jest tak źle.    

            Wtedy jeszcze, z 11 na 12 sierpnia, Łoboccy nie wiedzieli, że podczas nawałnicy stracili cały swój osiemdziesięcioletni las – jedenaście hektarów! Z tysięcy drzew ostały się w całości tylko dwa!

_DSC5998

To był gęsty las; foto: FAPA-PRESS

            – W Starostwie dowidzieliśmy się, że las mamy posprzątać sami. Jak? Czym? Potrzebny jest przecież specjalistyczny sprzęt i masa pieniędzy, około stu pięćdziesięciu tysięcy złotych. Na razie (rozmawiamy sześć tygodni po nawałnicy – przyp. pd) dostaliśmy z ubezpieczenia domu osiemset złotych za okno i tysiąc złotych z opieki społecznej. Okazało się też, że odbudowanie stodoły wymaga takiej samej procedury, jakbyśmy stawiali ją po raz pierwszy, a więc musimy mieć projekt – koszt kilka tysięcy złotych – mapę od geodety – kolejne kilkaset złotych. Wszystko, wraz z materiałem i ekipą będzie nas kosztowało przynajmniej dwadzieścia tysięcy. A jeszcze dach na stajnię. Czekamy więc na obiecane rządowe pieniądze. Na razie cisza, choć pani premier zapewniała, że wypłaty będą szybko. Sama słyszałam. Premier była w Rytlu. Podobno nawet dwa razy. Raz prywatnie 13 sierpnia zajrzała tu z Juraty, gdzie spędzała urlop, drugi raz oficjalnie dwa dni później. Przyjechała też telewizja i transmitowała konferencję prasową premier Szydło i m.in. ministra Macierewicza. Przedstawiciele rządu pokazywali się  na tle wojska, by podkreślić zasługi żołnierzy, ich poświęcenie w ratowaniu naszego dobytku. A oni przecież dopiero co wtedy przyjechali, w poniedziałek. Pomocy tymczasem  już w sobotę i niedzielę udzielali nam wolontariusze. Niektórzy dotarli tu z bardzo daleka. Ale ich telewizja nie pokazywała, bo przedstawiciele ekipy rządowej, kazali im się z kadru usunąć…

_DSC5885

Niewiele materiału da się uratować ze starej stodoły; foto: FAPA-PRESS

Mieszkańcy Rytla radzą sobie, jak potrafią. Bez pieniędzy wiele jednak nie zrobią. Pożyczają od rodzin i znajomych, zaciągają kredyty, przyjmują darowizny. Na wysokości zadania stanęli m.in. rekonstruktorzy pokazów organizowanych w rocznicę pierwszej w II Wojnie Światowej polskiej szarży kawaleryjskiej pod Krojantami (1 IX 1939r.). W tym roku pokazy odwołano, a przeznaczone na ich organizację pieniądze, przekazano poszkodowanym.

PS  Z ostatniej chwili: Ewelina i Rafał Łoboccy otrzymali dwa tysiące złotych odszkodowania z PZU za zerwany dach stajni i stodołę, którą wichura zdmuchnęła z powierzchni ziemi. Złożyli odwołanie, czekają na decyzję…

         ***  

Foto: FAPA-PRESS

Sprzątania na lata; foto: FAPA-PRESS

O nawałnicy, jaka przeszła w pierwszej połowie sierpnia przez Wielkopolskę i Pomorze, jest wciąż głośno. Zginęli ludzie, wichura dokonała niewyobrażalnych zniszczeń. Zerwała dachy domów i budynków gospodarczych, kilometry sieci elektrycznych, hektary lasów zmiotła z powierzchni ziemi. Drzewa łamały się jak zapałki. Uprzątnięcie śladów kataklizmu ma zająć nawet kilka lat.

Piotr Dzięciołowski

 

 

    Print       Email

Dodaj komentarz

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.