Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  artykul_glowny  >  Bieżący Artykuł

CZY ZWYCZAJ WSTAŁ?

Foto DOROTA SIEMIOŃCZYK; foto FAPA-PRESS

Dorota Siemiończyk: lekarz stomatolog, z jeździectwem związana od czterech dekad, właścicielka stajni i czterech koni.  

 Do koni ciągnęło ją od dziecka. Nie przestało nawet, gdy dostała od woźnicy potężne lanie.

– I słusznie, że dostałam, choć wtedy tak nie uważałam. Miałam sześć lat i nikogo nie pytając wcisnęłam się między dyszel a wielkiego zimnokrwistego konia, którym handlarz przywiózł kilka ton węgla. Szczęście, że konisko było bardzo zmęczone i stało bez ruchu, bo gdyby szarpnęło…

Blisko ćwierć wieku temu uznała, że najwyższy czas na własnego konia. Prawdę mówiąc było jej wszystko jedno, jaki będzie, byle tylko był. Zaczęła szukać. W stajni znajomego wypatrzyła wielkopolankę, niestety właściciel ani myślał jej sprzedać. Potrzebował jednak pieniędzy. Zwrócił się więc do Doroty Siemiończyk o pożyczkę. Ta – pół żartem, pół serio – stanęła okoniem i powiedziała „nie”.

– Sprzedasz, będziesz miał pieniądze, pożyczyć nie pożyczę.

No to sprzedał. I tak pani stomatolog stała się właścicielką trzyletniej Norki. Ledwie ją kupiła, od razu dosiadła i wyruszyła w ponad dwudziestokilometrową drogę do domu.

Mirka z ochwatem; foto FAPA-PRESS

–  A co ją miałam stresować przyczepą, skoro nigdy dotąd przyczepą nie podróżowała.

Z tego samego powodu nie chciała też kilka lat później wieźć Norki do ogiera. Ogiera, który gwarantowałby potomstwo w postaci niewielkiej siwej klaczy. Taką sobie wymarzyła. Zadzwoniła więc do Stada Ogierów w Starogardzie Gdańskim i złożyła zamówienie. Ale że ogiera do klaczy nie przywożą – tylko odwrotnie – musiała szukać gdzie indziej. I znalazła. Jej kolega miał ogiera, którego prowadzał do klaczy. Efekty okazywały się znakomite: same siwe klaczki.

– Jak mi o tym powiedział, myślałam, że mnie podpuszcza, że się nabija, ale przysięgał, że wszystko, co mówi jest prawdą. I rzeczywiście. Kilka „jego” małych siwych klaczy zobaczyłam na własne oczy, o innych dowiedziałam się od znajomych.

Foto FAPA-PRESS

Podjęła więc decyzję i czekała rozwiązania.

– Denerwowałam się, pewnie, że tak. To przecież normalne. Cały tydzień mieszkałam z Norką w boksie. Wreszcie urodziła… wielkiego karego ogiera. Nikifor ma 17 lat. I tyle było z małej, siwej klaczy.

A Nikifor jest w tej chwili jedynym dosiadanym koniem w stajni. Mirka kuruje się po kolejnym ochwacie, pozostałe też ze zdrowiem na bakier.

Tosia; foto FAPA-PRESS

– Ale są i staram się zapewnić im maksymalnie dobre warunki, a że nie mogą chodzić pod siodłem, no to co? Nie muszą, ja już się najeździłam.

Z łezką w oku Dorota Siemiończyk wspomina jeszcze jednego swojego konia, araba. Skrzywdzonego przez ludzi kupiła na wyprzedaży w Kurozwękach. Miał na imię Zwyczaj. Długo trwało nim zaufał.

– Uwielbiał go mój ojciec. W pewnym momencie obaj poważnie się pochorowali. Tata leżał przykuty do łóżka, koń też częstokroć nie miał siły podnieść się, a ojciec pytał dzień w dzień, czy wstał. Bywało, że nie wierzył, kiedy potwierdzałam. Któregoś razu przyprowadziłam mu arabka pod okno. Uspokoił się, ale nazajutrz znów zapytał. Aż przyszedł dzień, kiedy Zwyczaj odszedł. Nie powiedziałam tacie. On jednak miał jakiś szósty zmysł i się domyślił, bo już nigdy nie zapytał. Dwa miesiące później odszedł też tata.

Znakomite urządzenie pomagające oddychać koniom z chorobą obturacyjną płuc. Na górnej krawędzi wiaty rozmieszczone są dysze, którymi ulatnia się para wodna. Z „azylu” korzystają też konie zdrowe chroniąc się tam przed owadami; foto FAPA-PRESS

Mama zmarła wcześniej.

– Po jej śmierci wpadłam w depresję, przerwałam studia i nie wiem, jakbym dała sobie radę, gdyby nie konie. Pojechałam wtedy do ośrodka jeździeckiego w Nowęcinie, który znałam z wczasów w siodle. Zaprzyjaźniłam się z jego szefem, zresztą przyjacielskie kontakty utrzymujemy po dziś dzień. Pomieszkiwałam w Nowęcinie i poznawałam konie. Uczyłam się, zdobywałam wiedzę i świadomość, czym jest opieka nad końmi i jaka spoczywa na człowieku odpowiedzialność.  

Po rocznej przerwie wróciła na uczelnię. Skończyła studia, urodziła syna i kiedy ten miał cztery lata, ponownie znalazła się wśród koni. Wszystko wskazuje, że na zawsze. (hnk)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

    Print       Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie zamieszczamy komentarzy niepodpisanych imieniem i nazwiskiem. Jeśli Autor zastrzeże swoje dane, pozostaną one wyłącznie do wiadomości redakcji.